ABC biznesu

10 najczęstszych błędów w e-mail marketingu… i jak ich uniknąć

Mężczyzna w okularach na tle tablicy do pisania kredą
fot. istockphoto.com
250wyświetleń

Dekalog e-mail marketingu

Mężczyzna w okularach na tle tablicy do pisania kredą
fot. istockphoto.com

E-mail to najczęściej wybierana forma kontaktu z firmą. Aż 43,8 proc. internautów nie może się mylić. Dlatego ważne jest, aby nie tylko istnieć w świadomości klienta, ale żeby nasz e-mail był ich najlepszym przyjacielem. Bo kiedy zrobi się to dobrze, e-mail marketing będzie skutkował stałym dopływem nowych klientów, większą ilością zamówień oraz prestiżem naszej firmy.

Wbrew pozorom bardzo łatwo zrazić do siebie czytelników naszych newsletterów. Wystarczy jedno ich kliknięcie i zostajemy odcięci od źródła, które pozwalało nam na przekazywanie informacji. Jak zatem wykryć i naprawić błędy w e-mail marketingu, tak by wiadomości od nas, zamiast odstraszać, przyciągały klientów?

Błąd nr 1

Wrzucić wszystkich klientów do jednego worka i wysyłać im tę samą wiadomość

Informacje, jakie masz o swoich klientach, są najważniejszym punktem Twojej strategii marketingowej. Dzięki nim możesz tak ukierunkować przekaz, aby jego efektem była znacznie wyższa skuteczność.
Kiedyś sprzedawca znał osobiście swoich klientów, wiedział jaki mają gust, co lubią, a czego nie cierpią. Dzisiaj mamy niesamowite narzędzia do tego, aby dowiedzieć się, jakie upodobania mają nasi klienci. Znając ich historię zakupów, możemy o nich wiele powiedzieć.
Posegreguj więc klientów według wieku, płci, lokalizacji czy regularności odwiedzania sklepu. Dlaczego warto się tym przejmować? Dzięki segmentowaniu kontaktów możesz wysyłać dopasowane oferty, co znacząco zwiększy konwersję. Im więcej informacji masz o swoich klientach, tym większa szansa na wysłanie oferty, która nie tylko NIE zostanie uznana za spam, ale odebrana będzie jako rada dobrego przyjaciela. Bo przecież do tego wszyscy dążymy, by być bliżej klienta.
Załóżmy, że podzieliliśmy klientów na takich, którzy kupili notebook i takich, którzy tego jeszcze nie zrobili. Do klientów z komputerem przygotowujemy ofertę dotyczącą akcesoriów, na przykład zniżkę na torby do laptopa. Dla tych bez notebooka, przygotowujemy ofertę zniżkową na komputery w naszej ofercie.
Ideą marketingu jest bowiem przedstawienie klientom tego, co pragną mieć.

Błąd nr 2

Stworzyć maila, który krzyczy: „SPAM!”

Nawet jeśli nie krzyczy bezpośrednio, to wciąż może nam zaszkodzić. Ponad 50 proc. subskrybentów zadeklarowało, że o otworzeniu maila decyduje jego temat. Należy więc pamiętać, aby nasza kampania e-mail marketingowa, nad którą przecież ciężko pracowaliśmy, nie została zaklasyfikowana jako „niepożądana”. Temat musi przyciągać, ale… W tym miejscu należałoby się zapoznać z działaniem filtrów antyspamowych. Bez znajomości ich działania mamy ogromne szanse na to, że więcej nasza praca nie dotrze do klientów.
Tego filtry antyspamowe nie lubią:

  • Umieszczania w temacie, jak i w samej wiadomości, wielokrotnych wykrzykników. Na to szczególnie są uczulone programy antyspamowe. Pisanie wielkimi literami uznaje się za oznakę krzyczenia. Jest więc nie tylko nielubiane przez filtry, ale po prostu niekulturalne.
  • Niechlujnego kodowania w HTLM (dzieje się tak najczęściej przy konwertowaniu maila z Microsoft Word). Z całym szacunkiem do miłośników kolorów, począwszy od takich jak „śliwka”, „burgund” czy „miętowy” aż po „kawę z przyjacielem” – kolorowe czcionki zwracają uwagę nie tylko osoby czytającej, ale też filtrów. Szczególnie te pokolorowane na czerwono i zielono.
  • Używania hashbustingu, czyli losowego dodawania w temacie lub treści znaków, które nie powinny się tam znaleźć. Ma to na celu zmylenie filtrów antyspamowych, ale też świadczy o tym, że jest się przed czym ukrywać (np.: D4rm0wy i.P4d!).
  • Rozpoczynania tematu od „Re:” lub „Odp:”, „Fwd:” – wprowadza to w błąd, sugerując już trwającą konwersację.
  • Zwrotów, takich jak: „za darmo”, „for free”, „promocja”, „nagroda”, „bonus”.
  • Wiadomości HTML, w której wcale nie ma treści lub jest jej mało, a po otworzeniu widać jeden wielki obrazek.
  • Temat spamu oczywiście nie wyczerpuje się na tych zasadach. Każdego dnia ta lista się wydłuża. Warto więc pamiętać o tym, żeby poprosić subskrybentów o dodanie do listy zaufanych nadawców.

Błąd nr 3

Wysyłać nudny mailing tylko po to, aby wysłać cokolwiek

W tym wypadku mniej znaczy więcej. Jeżeli zaczniesz wysyłać wiadomości, które są mało atrakcyjne dla odbiorcy, w najlepszym wypadku może wyrzucić je do kosza zaraz po otworzeniu. Później zacznie to robić jeszcze przed otworzeniem. Gorzej, gdy oznaczy nas jako spam, bądź po prostu wypisze się z subskrypcji.
Wiadomości, które wysyłamy, muszą być dopracowane, ekscytujące i co najważniejsze – istotne z punktu widzenia odbiorcy. Zapychacze nie przejdą, bo klient wcale nie musi czytać czegoś, co go nudzi – wystarczy kliknięcie i nasz mail zniknął. Czasem lepiej się wstrzymać, niż wysłać coś tylko dlatego, że nasz grafik wysyłek tak każe. Jak się bowiem nie ma nic ciekawego do powiedzenia, lepiej nie mówić nic.

Błąd nr 4

Zapomnieć o personalizacji

Mamy bazę klientów, więc wykorzystajmy ją! Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, w której robię zakupy po raz trzeci w danej firmie, a ona wciąż w newsletterach zwraca się do mnie „Szanowny kliencie”. Mimo, że według badań blisko 40 proc. ankietowanych stwierdziło, że nie zwraca uwagi na personalizację, jest ona konieczna. Bez niej nigdy nie uzyskamy bliższego kontaktu. Im silniejszą będziemy mieli relację z klientem, tym większe prawdopodobieństwo tego, że kupi coś właśnie u nas.

Błąd nr 5

Umieścić zbyt dużo ofert promocyjnych w jednym mailu

Oczywiście wszyscy wiemy, że nowości produktowe, specjalne promocje czy rabaty, to powód, dla którego w dużej mierze klienci nas subskrybują. Musimy jednak pamiętać, że im więcej damy im do wyboru, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo zakupu czegokolwiek. Najlepiej skupić się na jednej ofercie handlowej, ale dobrze przygotowanej. Chcemy uniknąć znudzenia pstrokacizną. Tak więc warto trzymać się zasady „mniej znaczy więcej” i przygotować silny oraz przejrzysty przekaz. Segmentacja i targetowanie powinny pomóc osiągnąć efekt, jakiego pożądamy – większą sprzedaż.

Błąd nr 6

Wysłać długą i zagmatwaną wiadomość

To najprostszy sposób, aby zniechęcić kogoś do subskrypcji. W dzisiejszych czasach nikt nie ma czasu ani ochoty siedzieć nad mailem i czytać go przez następny kwadrans. Chyba, że to wiadomość od najlepszej przyjaciółki/przyjaciela. Oni jednak najczęściej piszą krócej. Prostota i przejrzysty przekaz to jest coś, do czego należy dążyć. Warto więc po napisaniu tekstu, dać go komuś do sprawdzenia, a potem skreślić wszystko to, co odbiega od głównego wątku.
Zdarzyć się może jednak, że nasza oferta jest na tyle kompleksowa, że wyjaśnienie jej wymaga zagłębienia się w detale. Co wtedy zrobić? Najlepiej umieścić w mailu link do szczegółów oferty, który będzie prowadził na naszą stronę. Oczywiście nawet na stronie, czy firmowym blogu, powinniśmy uważać na zbyt dużą ilość niepotrzebnych słów.

Błąd nr 7

Zrobić nieprzyjazny layout

Nie zrealizujemy naszych zamierzeń odnośnie mailingu, jeśli nasz dopracowany w każdym calu tekst wrzucimy w formę graficzną, która nie jest czytelna. Pamiętajmy, że nie każdy korzysta z ekranu wielkości telewizora. Jeżeli nie jest w stanie przeczytać czegoś na ekranie komórki, to na pewno nie wróci już do oferty na większym ekranie. Klienci coraz częściej korzystają z poczty na urządzeniach mobilnych. Ignorowanie tego faktu jest olbrzymim błędem. Zatem dostosujmy grafikę i czcionki, aby były czytelne na każdym monitorze, a na pewno ta troska odbije się na większej liczbie przeczytanych maili.
Dodatkowo możemy przełamać ciągły tekst paragrafami, aby wizualnie łatwiej się czytało naszą wiadomość. Numerowanie, wypunktowanie, zachowywanie odpowiednich odstępów, stosowanie nagłówków spowoduje, że nasz wysiłek zostanie doceniony. Ludzie nie czytają metodycznie od początku do końca. Dlatego tak ważne jest, aby mogli szybko znaleźć to, czego szukają, jednym zerknięciem na maila. Jeśli przygotujemy newsletter, który będzie łatwy do czytania, więcej osób dotrze do końca.

Błąd nr 8

Zapomnieć o tym, co klient powinien zrobić po przeczytaniu naszego e-maila

My, jako osoby, które chcą coś sprzedać, doskonale wiemy, czego oczekujemy. Pragniemy, aby nasze działania pośrednio lub bezpośrednio przyczyniły się do zwiększenia sprzedaży. Problem pojawia się wtedy, gdy osoba po przeczytaniu naszego newslettera zastanawia się, dlaczego został jej on wysłany. Nie możemy zapomnieć o linkach, które kierują nas bezpośrednio do danej oferty. Jednak nie tylko sam link jest ważny. Zróbmy przycisk lub podkreślmy, czego oczekujemy od klienta. Czy to będą słowa: „Kliknij w link, aby zakupić torebkę w naszej specjalnej ofercie” czy przycisk „Zobacz szczegóły oferty” albo „Dodaj do koszyka”, to bez różnicy. Ważne, aby klient nie musiał się zastanawiać, co ma zrobić.

Błąd nr 9

Nie umieścić w mailu swoich danych

Każdy z nas doskonale wie, że pełne dane kontaktowe są bardzo cenne. Nie mniej cenną informacją są też one dla naszych klientów. To kwestia zaufania. Jeżeli umieścimy w korespondencji dane naszej firmy, dajemy klientowi informację, że nie wstydzimy się tego, co wysyłamy. Każda mała pomoc jest mile widziana, aby zbudować pełen zaufania wizerunek.

Błąd nr 10

Założyć, że klient chce dostawać od nas mailing

Skoro ktoś zapisał się do naszego newslettera, zakładamy, że chce otrzymywać od nas wiadomości. Nie bierzemy pod uwagę tego, że może zmienić upodobania, stracić zainteresowanie lub też po prostu się nami znudzić. Umyślne nieumieszczanie prostego linka z możliwością wypisania się z subskrypcji pod każdym mailem jest błędem kardynalnym.
Konsekwencje mogą być bardzo nieprzyjemne. Jeżeli ktoś nie będzie chciał od nas otrzymywać wiadomości, a my nie umożliwimy mu szybkiego wypisania się, skończy się to najprawdopodobniej umieszczeniem naszych maili w skrzynce „Spam”. To też jest kwestia zaufania. Jeżeli klient wie, że zawsze może zmienić zdanie co do chęci otrzymywania newslettera, chętniej będzie się zapisywać. Świadomość, że powierza swój adres e-mail kompetentnej firmie, w jego odczuciu, jest najważniejsza. Nikt przecież nie lubi, kiedy się mu coś narzuca.

1 Komentarz

  1. I jeszcze jedno…
    Nawet jak mamy już u siebie w bazie odbiorcę maila, nawet potwierdzonego „double opt in”, to nie znaczy to, że możemy go codziennie zasypywać ofertami.
    Często są to te same oferty ! Powtórzone raz, albo i dwa razy dziennie.
    Po takim czymś każdy wypisze się z listy.
    Szanujmy odbiorców i dajmy im też od siebie odpocząć.
    Jeden mail reklamowy tygodniowo wystarczy.

Dodaj komentarz