Mała firma w sieci

sowa
Mała firma w sieci

3 sposoby, dzięki którym zaciekawisz wiedzą na blogu eksperckim

Chciałbyś, żeby Twój artykuł ekspercki łatwo zapadał w pamięć, przypominał wciągającą historię i wydał się czytelnikowi ważniejszy od wszystkiego, co robi w danej chwili? Poznaj 3 sposoby, które wykorzystują wyniki badań nad skutecznym nauczaniem. Pobudź wyobraźnię i skojarzenia Obrazy i słowa tworzą dwa odrębne kody. Można wyobrazić sobie jabłko, a potem je nazwać, albo przeczytać słowo „jabłko” i następnie je sobie wyobrazić. Lepiej przyswajamy takie treści, w których obrazy i słowa ze sobą współgrają, a więc kiedy dochodzi do podwójnego kodowania. Warto o tym pamiętać podczas pisania tekstów specjalistycznych, ponieważ występuje w nich sporo sformułowań abstrakcyjnych. Trudno je sobie wyobrazić, są więc rzadziej kodowane podwójnie. Należy jak najczęściej zamieniać je w konkretne, wypełnione szczegółami obrazy. Wyświetl obraz przed oczyma czytelnika, zaczynając od magicznego: Wyobraź sobie... i zapełnij tekst szczegółami, które ożywią obraz, np. tak: Wyobraź sobie, że ktoś zaprosił Cię do swojego domu. Stoisz przed drzwiami z kwiatami i prezentem. Gospodarz otwiera, po czym… trzaska drzwiami przed nosem. Tak właśnie czuje się czytelnik, kiedy skusisz go ciekawym tytułem, a potem zaoferujesz kiepski wstęp. Głębiej przetwarzamy nowe informacje, gdy łączymy je ze starymi. Kluczem do zapamiętania i zrozumienia są więc skojarzenia. Humor, przesada i absurd to złota trójka doskonałych, choć nie dość wykorzystywanych narzędzi edukacyjnych pobudzających skojarzenia. Dowcip zwięźle ujmuje to, co trzeba by wyjaśniać w wielu zdaniach, np. Gospodarkę niedoboru w czasach PRL dobrze ilustruje krążący w społeczeństwie żart: „Czym różni się świnia od sklepu mięsnego? Świnia ma dużo mięsa i krótki ogonek, natomiast sklep mięsny odwrotnie”. Przesada jest mało znanym, a niezwykle skutecznym sposobem ułatwiającym zrozumienie. Załóżmy, że chcesz uzmysłowić czytelnikowi, jak wiele publikuje się na świecie tekstów. Możesz uczynić to tak: Gdybyś chciał przeczytać każdy tekst, który ukazał się na świecie w ciągu jednego tylko dnia, nie starczyłoby ci na to całego życia. Absurd to odtrutka na przewidywalność. Psychiatra Ed Hallowell w swojej prelekcji posłużył się tym sposobem, by wyjaśnić, czym jest ADHD: Mózg osoby z ADHD jest jak ferrari z hamulcami rowerowymi. Wystarczy wzmocnić hamulce – i mamy asa. ADHD mają wynalazcy i innowatorzy, inicjatorzy i działacze, marzyciele, którzy zbudowali Amerykę. Pomożesz czytelnikowi zakotwiczyć nową wiedzę w znanym kontekście, jeśli przytoczysz słowa piosenek czy cytaty z filmów. Pokażesz dystans do tematu, nadasz tekstowi lżejszą formę i ułatwisz zapamiętanie. Tekst internetowy ma tę przewagę nad drukowanym, że można filmy czy piosenki w nim osadzić i uczynić lekturę bardziej interaktywną. A interaktywność, obok szczegółowości czy oryginalności, należy do najważniejszych cech dobrych skojarzeń. Zbuduj napięcie Prawie sto lat temu Bluma Zeigarnik odkryła, że lepiej pamiętamy te zadania, które postrzegamy jako nieukończone bądź niekompletne. Ludzie nie lubią, by im przerywano i przechowują w pamięci zadania, które należy ukończyć. Dlatego nieukończone zadanie wciąż skupia na sobie uwagę. A co dzieje się z przerwanym, a zapamiętanym zadaniem? Tym tematem zajęła się Maria Ovsiankina. Otóż, przerwanie ważnego dla danej osoby przedsięwzięcia wywołuje dręczące i nieprzyjemne uczucie, które pcha ku podjęciu tego zadania na nowo przy pierwszej nadarzającej się okazji. Ludzie czują przymus, by zakończyć coś, co właśnie rozpoczęli. Jak wykorzystać ludzkie dążenie do zamknięcia w artykule eksperckim? Najprostszym sposobem jest zadanie pytania. Otworzy ono pętlę, którą zamknąć będzie można tylko wtedy, gdy odnajdzie się odpowiedź. Gdy podsycisz ciekawość pytaniem, czytelnik będzie chciał ją zaspokoić. We wstępie artykułu przy pomocy pytań możesz zachęcić do uzupełnienia wiedzy, np. Skąd brać uczucia, które poruszają innych? Kiedy silne emocje mogą zaszkodzić przekazowi? Zbudujesz też napięcie, jeśli będziesz odwlekać wyjaśnienia spraw zapowiedzianych jako skomplikowane lub tajemnicze. Możesz rozpocząć artykuł od historii, którą przerwiesz w interesującym momencie, by następnie wyłożyć teorię i zakończyć opowieść. Dobrym sposobem będzie też zagadka, której rozwiązanie zamieścisz w dalszej części tekstu. Potrzebę zamknięcia wywoła też nowa, interesująca nazwa, która często pojawia się w tekstach eksperckich. Istnieje jeszcze jeden niezawodny sposób, by stopniować napięcie. Jest wprawdzie bardziej wymagający od pozostałych, ale za to niezawodny. I właśnie w tej chwili go wykorzystuję. Najpierw zapowiedz, o czym zamierzasz pisać, a dopiero później o tym napisz. Gdy odsuniemy wyjawienie ważnej informacji, zwiększymy szansę, że czytelnik na chwilę wstrzyma oddech. Jednak aby tekst internetowy miał szansę zaciekawić czytelnika, musisz najpierw skusić tytułem. I tutaj znów efekt Zeigarnik i Ovsiankiny będzie niezastąpiony. Nie zachęcam do wzorowania się na clickbaitach w stylu: Jak nauczyć się języka obcego w 10 dni. Takie tytuły są, wedle zgrabnego określenia, clicky, but not sticky. Gdy duża liczba kliknięć nie przekłada się na długie odwiedziny na stronie ani udostępnienia, to sygnał dla wyszukiwarki, że treść jest mało wartościowa. Tytuł nie powinien oszukiwać czytelnika, lecz pomóc mu zdecydować, na jaką lekturę chciałby poświęcić czas. Jednak w internecie zbyt wiele nagłówków rywalizuje o uwagę czytelnika, byśmy mogli sobie pozwolić na rzeczowość i suchość. Pomyśl o tytule jako o czymś, co odsłania cząstkę ciekawej treści. Wówczas stanie się on niespełnionym celem, który skusi (a może wręcz zmusi) do kliknięcia. By zachęcić czytelnika smakowitym kąskiem, obiecaj wnikliwą lub szczegółową treść, jak w nagłówkach: Przeanalizowaliśmy 100 milionów tytułów. Oto, co odkryliśmy (Buzzsumo), Odkryto nowe zdjęcie Chopina? Tajemniczy dagerotyp z 1847 roku (Culture.pl). Albo postaw na zaskoczenie, które pojawia się w tych dwóch tytułach: Jak uwypuklić słowo, którego nie ma (Poradnik Pisania), Dlaczego kochamy opowieści? Bo zawierają błąd (Poradnik Pisania). Zachęcisz do lektury Twojego artykułu na Twitterze czy Facebooku, jeśli przedstawisz interesujący, ale niedokończony skrawek informacji. Przykładowo, tak zapowiedziałam jeden z moich blogowych tekstów: Jak sądzisz, które z dwóch przysłów trafniej opisuje ludzką naturę: „Bez ciekawości nie ma mądrości” czy „Gdzie przyjaźń, tam i radość”? Powód, dla którego jedno zdanie uważamy za bardziej trafne od innego, jest zaskakujący. Powiąż temat z czytelnikiem Informacje, które nas dotyczą, docierają do nas nawet wtedy, gdy jesteśmy czymś zajęci lub gdy przytłacza nas nadmiar bodźców. Ale to jeszcze nie wszystko. Trwalej je zapamiętujemy. Są więc niezwykle skuteczne. W tekście eksperckim należy więc podkreślać, że wiedza ma odniesienie do czytelnika. Jak sprawić, by odbiorca nabrał wrażenia, że Twój artykuł jest dla niego ważny? Oczywiście, nie masz wpływu na bardzo istotną podczas lektury motywację, która pojawia się jeszcze zanim użytkownik otworzy stronę. Istnieje jednak wiele podpowiedzi, które pomagają ową motywację odkryć. Będą to statystyki strony, prośby wyrażone w komentarzach,...
Mała firma w sieci

Plan contentowy. Dlaczego potrzebujesz go w content marketingu i SEO?

Nawet umiejętność pisania ciekawych i poprawnych tekstów nie gwarantuje sukcesu w internecie. Dlaczego? Ponieważ algorytmy Google „czytają” tekst inaczej niż ludzie. Dlatego, jeśli chcesz dowiedzieć się, jak pisać, aby wyszukiwarki polubiły twoje teksty i uznały je za wartościowe, musisz postępować zgodnie z wytycznymi. Inaczej nawet najciekawszy artykuł nie dotrze do odbiorców.   Co to jest SEO i co to jest content marketing? Zanim przejdę do dokładniejszego omówienia, jak powinien wyglądać dobrze zrobiony plan contentowy, zacznę od krótkiego wyjaśnienia, czym jest SEO oraz content marketing. Pojęcia te, ściśle związane z marketingiem internetowym, łączą się właśnie w postaci content planu. Poniżej krótkie definicje. SEO – na potrzeby niniejszego artykułu uznajmy, że to optymalizacja pod wyszukiwarki, czyli proces zorientowany na poprawę widoczności w organicznych wynikach wyszukiwania. Wyniki organiczne to te, za które nie płacimy, w odróżnieniu od reklam Google. Czyli, mówiąc najprościej, SEO to proces służący temu, że po wpisaniu w wyszukiwarkę słowa „meble ogrodowe” jeden producent znajdzie się na 1 pozycji na 1 stronie, a inny na 10 pozycji 2 strony (gdzie, jak wiemy, dociera niewiele osób). Pozycja strony zależy od wielu czynników (od samej struktury strony przez jej historię po zawartość). Ponieważ teraz interesuje nas content, zajmiemy się więc samymi treściami, a dokładnie artykułami blogowymi i tekstami na zewnętrznych serwisach, bo tak, one też mogą wpłynąć na pozycję naszej strony. Do tego będzie potrzebne nam pojęcie content marketingu. To, czym jest content marketing, wyjaśni najlepiej polski termin, czyli marketing treści, rozumiany jako realizacja strategii/celów/założeń biznesowych za pomocą treści. Tutaj ważna uwaga: choć powszechnie myśli się o nim przede wszystkim w kontekście słowa pisanego (artykuły, blogi, e-booki, książki etc.), to obejmuje on wszystkie treści, czyli również wideo (klipy, webinary, wywiady) i audio (podcasty). Jednak z racji omawianego zagadnienia, skupimy się tu jedynie na tych pierwszych, ze szczególnym uwzględnieniem blogów firmowych. Dlaczego? Ponieważ jest to najprostsze (opublikowania tekstu na blogu można się nauczyć w dwa kwadranse w przeciwieństwie do np. produkcji i montażu filmów) i najtańsze (taka publikacja nic nie kosztuje, w odróżnieniu od np. artykułu sponsorowanego na dużym portalu). Dlatego można wykorzystywać je w promocji każdej wielkości biznesu, bez konieczności ponoszenia większych kosztów, bo teoretycznie bloga firmowego może prowadzić zarówno właściciel małej firmy, jak i content manager w dużej korporacji wraz ze wsparciem grafika i specjalisty SEO. W jakich firmach przydają się content plany? Jeśli firma stosuje content marketing, prowadzi bloga i/lub zależy jej na dobrych pozycjach w Google, to powinna robić to zgodnie z content planem stworzonym przez specjalistów SEO. Nawet najlepszy copywriter czy content manager nie napiszą dobrego, z punktu widzenia wyszukiwarki, tekstu, jeśli nie będą wiedzieli, o czym pisać, jakich słów użyć i jakiej długości powinien być. Nie ma to nic wspólnego z umiejętnościami pisarskimi, to po prostu technika, algorytmy i dane.   Nie wystarczy pisać, trzeba wiedzieć, jak i gdzie pisać. Po to właśnie potrzebny jest content plan.   Co istotne, nawet jeśli zamawiasz teksty u freelancerów, to content plan stanowi dokładne wytyczne, jak powinny one wyglądać. Po prostu jako zamówienie wysyłasz gotowy plik. Nie musisz wymyślać tematów (i zastanawiać się, czy zainteresują one czytelników), sprawdzać długości tekstu (po co pisać 10 stron, skoro czasami wystarczą 3) ani martwić się o SEO (bo plan powstaje właśnie przy użyciu narzędzi analitycznych dla osób zajmujących się pozycjonowaniem). Jeśli zatrudniasz copywritera czy specjalistę od content marketingu, to taki plan może być doskonałym sposobem kontrolowania pracy i postępów. Wystarczy wtedy ustalić z osobą piszącą liczbę znaków, jaką powinna pisać dziennie/tygodniowo/miesięcznie, i na tej podstawie rozliczać jej pracę. Ogromną zaletą marketingu w internecie jest jego mierzalność i oparcie na danych. Content plan to właśnie dane dla tekstów. Można porównać go do mapy wskazującej konkretną drogę. Oczywiście możesz trafić do celu, jadąc przed siebie i licząc na szczęście, ale wtedy podróż na pewno będzie dłuższa i bardziej kosztowna. Co Google bierze pod uwagę podczas wyszukiwania fraz w przypadku tekstów: witrynę, na której znajduje się tekst; długość tekstu; słowa i frazy kluczowe; linki ze stron zewnętrznych prowadzące do strony. Do czego przydaje się content plan: daje informacje, jakich tematów szukają w sieci Twoi potencjalni klienci; pozwala zaplanować proces publikacji treści i włączyć go w strategię marketingową; pomaga w pozycjonowaniu strony internetowej na interesujące nas słowa i frazy; daje jasne wytyczne osobie piszącej teksty: pozna temat, śródtytuły i długość tekstu, który powinna przygotować; podaje miejsca, gdzie powinieneś publikować teksty; zmniejsza przewagę konkurencji dłużej obecnej na rynku.   Z czego składa się content plan? Nie ma jednej, ustandaryzowanej formy, jaką powinien przybrać content plan. Wszystko zależy do firmy czy specjalisty odpowiedzialnych za jego przygotowanie. Są jednak elementy, które muszą się w nim znaleźć. Poniżej przedstawiam, co powinien zawierać podstawowy content plan dla strony klienta. Główne słowo kluczowe – czyli to, na co chcemy, aby nasza strona pojawiła się wysoko w wynikach wyszukiwania. W naszym przypadku niech będą to „jakie meble do ogrodu”. Długość tekstu – sugerowana minimalna długość wpisu. Jest ona określona na podstawie długości treści wpisów zajmujących w Google czołowe miejsca na interesującą nas frazę. Tytuł wpisu – wbrew pozorom sam tytuł nie jest najważniejszy, kluczowe jest to, aby zawierał główne słowo kluczowe i często jest to pytanie, np. „Jakie meble do ogrodu wybrać”. Podział tekstu na śródtytuły – jest to sugerowany podział treści. Każdy podpunkt to blok tematyczny, jeśli w przygotowanym planie brakuje jakiegoś kluczowego zagadnienia, można przygotować dodatkowy śródtytuł. Poszczególne nagłówki można modyfikować – ważne, aby oddawały sens opisywanego tematu. Frazy powiązane – czyli zwroty i wyrazy związane z głównym słowem kluczowym wybrane na podstawie analizy odpowiednimi narzędziami. Każda z tych fraz powinna pojawić się w tekście. Można je odmieniać, przestawiać ich szyk czy rozdzielać znakami. Słowa powiązane – słowa występujące w artykułach pojawiających się na najwyższych pozycjach w wyszukiwarce Google na określony temat. W tekście należy umieścić możliwie jak najwięcej tych słów, ale tak, aby wyglądało to naturalnie. Można je ewentualnie odmieniać przez formy gramatyczne (rodzaj, przypadek, osobę itd.). Zazwyczaj sugerujemy wykorzystanie minimum 75% tych słów. W przypadku tworzenia content planu na artykuły zewnętrzne, czyli publikowane nie na firmowym blogu, tylko w innych serwisach, pojawia się również wykaz portali, na których powinny pojawić...
firma w internecie
Mała firma w sieci

Przeniesienie firmy usługowej do internetu. Jak to zrobić?

Firma usługowa na pierwszy rzut oka nie sprawia wrażenia formy działalności, którą można łatwo przenieść do internetu. Szczególnie, gdy bierzemy pod uwagę takie firmy jak salon kosmetyczny, sklep stacjonarny czy siłownię. Okazuje się jednak, że sprzedaż internetowa nawet w tym przypadku może pełnić funkcję komplementarną.   Wykazując się odrobiną kreatywności i zaangażowaniem, będzie można z czasem rozszerzyć przynajmniej częściowo ofertę o produkty cyfrowe, po czym zwiększyć ich udział w ogólnych zyskach. Przeniesienie firmy usługowej do internetu i rola produktów cyfrowych w ogólnej strategii produktowej  Pierwszą rzeczą, którą należy wziąć pod uwagę po podjęciu decyzji o szukaniu dywersyfikacji dochodów i zwiększenia udziału sprzedaży internetowej, jest sam kształt produktów i ich pozycja w stosunku do tych, które już masz w ofercie.   Każdy produkt jest dla danego typu klienta.   Przykładowo, usługa kosmetyczna przeznaczona jest dla osób, które chcą zadbać o swoją urodę, mają czas na wizytę w salonie i środki, którymi mogą za taką usługę zapłacić. Rozmawiając jednak z potencjalnymi klientami na rynku, można dostrzec, że jest grupa, która nie ma środków na droższe usługi kosmetyczne, lecz również chciałaby dbać o urodę, w tym przypadku na własną rękę. Standardowo w takiej sytuacji salon uznaje taką grupę klientów potencjalnych za nieopłacalnych. Nie ma w swojej ofercie usług, które spełnią sygnalizowaną potrzebę. Jeżeli natomiast popatrzyłby na taką sytuację jak na szansę, mógłby przeanalizować swoje możliwości pomocy takiej grupie. Później pozostaje tylko stworzyć produkt, który odpowie na takie znaki. Wspomnianym produktem mógłby być kurs online „Zadbaj o swoje piękno, nie wychodząc z domu”, webinar z pytaniami i odpowiedziami lub możliwość odbycia konsultacji w niższej, dostępnej cenie. Takie konsultacje mogłyby zostać zakończone sprzedażą spersonalizowanego „miniporadnika urody” dla wspomnianej osoby. Inną opcją mogłaby być sprzedaż członkostwa w społeczności, np. grupie na Facebooku, w której – według obietnicy – 3 razy w tygodniu odbywałyby się konsultacje live, a także udzielane byłyby darmowe porady. Dzięki takiej reakcji można jednocześnie zwiększyć zyski w grupie klientów, która w innej sytuacji nigdy by w danym salonie nie kupiła, zwiększyć świadomość marki tego salonu i uzyskać rekomendację w jednym. Szczególnie, gdy klienci docelowi, główni, ze względu na zmianę przyzwyczajeń podczas długiej kwarantanny nie przychodzą jeszcze tak licznie do salonu. Podobnie zareagowały siłownie, które po zamknięciu musiały wymyślić coś, co pozwoliłoby chociaż w pewnej, ograniczonej części, odrobić straty. Awatar klienta i jego ścieżka po drodze produktowej w Twojej firmie – nie musisz kończyć na jednej transakcji  Tworzenie strategii produktowej, a co za tym idzie – poszczególnych ścieżek klienta, wymaga poznania jego przyzwyczajeń, zachowań, cech osobowościowych i demograficznych.   Poznanie potencjalnego klienta i stworzenie jednego lub kilku person powinno pomóc Ci badać potrzeby, wyczuwać rynek i reagować dopasowanymi produktami.   Jak to robić? Krok pierwszy: Stwórz personę Zrobisz to, odpowiadając na pytania takie jak: Kim jest odbiorca? Co robi w życiu? Jak wygląda jego rutynowy dzień? Jakie jego problemy rozwiązujesz? Do czego aspiruje? Czego się boi w związku ze skorzystaniem z usługi? To punkt wyjściowy, który posłuży do uzupełniania strategii produktowej, którą posiadasz obecnie. Bez względu na to, czy zadziało się to świadomie, czy nie. Po rozwiązaniu tego ćwiczenia powinna Ci wyjść podstawowa segmentacja klientów, na których Twoja firma będzie chciała się skupić. Klientów dodatkowo można podzielić na głównych (ang. core target), czyli tych, którzy są z punktu widzenia firmy najbardziej pożądani, i szerszą grupę (ang. wide target), którą też możemy obsługiwać, lecz robimy to w drugiej kolejności. Posługując się powyższym przykładem salonu kosmetycznego, klientem z grupy pierwszej będzie osoba regularnie korzystająca z zabiegów, a z drugiej – ta, która nie ma tyle środków, lecz chciałaby nauczyć się dbania o siebie na własną rękę. Krok drugi: Zaplanuj drogę potencjalnego klienta I spraw, by zawsze zaspokajać potrzeby. Później, mając na uwadze powyższe persony, czas zaplanować drogę klienta, wraz z produktami, które może kupić w danej kolejności. Nie zawsze będzie on zaczynał na początku drogi. Czasem może zdarzyć się, że skorzysta od razu z usług droższych, z górnej półki. Przepracujemy to na przykładzie wspomnianego wyżej salonu kosmetycznego. Pierwsza grupa produktowa: E-booki w formie cyfrowej z poradami i rekomendacjami dotyczącymi dbania o swoje zdrowie, wygląd i stosowania konkretnych produktów. Druga grupa produktowa: Webinar lub materiał wideo w formie minikursu, w którym podejmujemy ważny, odpowiadający na potrzeby potencjalnych klientów temat. Trzecia grupa produktowa: Konsultacje na żywo lub online, podczas których specjalista kosmetolog, udziela spersonalizowanych porad i tworzy indywidualny plan dbania o urodę. Czwarta grupa produktowa: Zabiegi i usługi oferowane w salonie, w miejscu stacjonarnym. Piąta grupa produktowa: Dołączenie do społeczności, dedykowanej tylko dla klientów salonu grupy, w której udostępniane są niedostępne nigdzie indziej, zaawansowane materiały. Tutaj będziemy dbać o relację. Szósta grupa produktowa: Możliwość wzięcia udziału w szkoleniu zamkniętym, podczas którego dana osoba może nauczyć się zabiegów kosmetologicznych. Szkolenie kosmetologiczne. Nadal wydaje się to takie trudne? Na pierwszy rzut oka można zauważyć, że usługi oferowane w salonie znajdują się w czwartej i szóstej grupie produktowej. Cała reszta to pewnego rodzaju produkty cyfrowe, które pomogą firmie wygenerować zysk, utrzymać płynność i zbudować relację z klientem, który ma pewne potrzeby. Warto pamiętać, że jeżeli osoba, która ma potrzebę związaną z daną grupą usług, nie będzie miała możliwości zrealizować jej u Ciebie, pójdzie do konkurencji. Konkurencja natomiast, budując strategię produktową jak powyżej, nie zyskuje klienta na dzień lub dwa (czas trwania pojedynczego zabiegu), lecz na lata. Narzędzia do wdrożenia produktów cyfrowych  Jeżeli już masz pomysł na wdrożenie produktów cyfrowych, czas na narzędzia. Przecież dobrze by było umożliwić potencjalnym klientom złożenie zamówienia sprawnie i bez nadmiernego zaangażowania z Twojej strony. Opcji jest kilkadziesiąt. Możesz wykorzystać oprogramowanie abonamentowe, w którym prosto stworzysz sklep internetowy. Selly.pl jest jedną z takich platform, która stworzyła funkcjonalności specjalnie na potrzeby produktów cyfrowych, np. e-booków. Inna opcja to tworzenie oprogramowania od nowa z pomocą programisty lub w przypadku kursów internetowych, skorzystanie z narzędzia WP Idea, które cieszy się sporą popularnością w internecie. Proste materiały graficzne, szczególnie na początku, możemy wykonywać w programie Canva (inaczej zaleca się je powierzyć grafikowi lub wykorzystywać zdjęcia). Narzędzi jest sporo. Grunt to wybrać takie, które odpowiedzą na potrzeby Twojej firmy.   Przeniesienie części firmy usługowej do internetu to wyzwanie, które wymaga zaangażowania czasowego i...
Dziewczyna z uśmiechem z arbuza
Mała firma w sieci

Każdy ma swoją historię. Zacznij świadomie opowiadać własną – online 

Teraz, kiedy komunikacja online zyskała tak bardzo na znaczeniu, warto przemyśleć, jak odnaleźć się w niej ze swoją marką. Wygrają Ci, którzy nie będą działać po partyzancku, a postawią na długofalową strategię.   Bądź uważny Będąc młodym chłopakiem, początkowo nie miałem na siebie pomysłu, ale wiedziałem, że chcę wieść życie nieprzeciętne, niezależne i wypełnione pracą, która będzie moją pasją i pozwoli mi się realizować. Wchodząc na ścieżkę zawodową dość szybko zauważyłem swoje naturalne kompetencje i zacząłem je konsekwentnie rozwijać. Świat zmieniał się, ja wraz z nim, zauważając bieżące potrzeby klientów i wychodząc im naprzeciw, oferując konkretne i skuteczne rozwiązania. Gdy rozpocząłem studia drugiego stopnia na kierunku Zarządzanie, właściwie natychmiast wiedziałem, o czym chcę pisać swoją pracę magisterską. Nigdy nie kryłem się z moją uważnością na codzienność, czytanie znaków i sygnałów, jakie każdego dnia docierają do mnie ze świata. To właśnie ta uważność niejednokrotnie była dla mnie drogowskazem, dzięki któremu nie zboczyłem z kursu i byłem w stanie podejmować dobre dla mnie decyzje. Tak było i tym razem. Pewnego dnia podczas pracy w domowym biurze moją uwagę przykuł reportaż telewizyjny o zawodach przyszłości. Jednym z ekspertów był dr Mateusz Grzesiak, jeden z najbardziej rozpoznawalnych coachów w Polsce. W rozmowie podkreślał znaczenie nowych zawodów, których młodzi nauczyli się nie na studiach, a idąc z duchem i rozwojem internetu. Mówił o youtuberach, blogerach, vlogerach czy social media managerach, których obecnie zatrudniają wszystkie firmy chcące sprawnie prowadzić swoją komunikację. Reaguj na zmiany Tak, żyjemy w ciągłej zmianie. 10 lat temu nikt nie przypuszczał, że na blogu będzie można zarobić i to kolosalne pieniądze. Nikt nie sądził wtedy również, że wykształci się grupa nowych zawodów, które będą funkcjonować wyłącznie w sieci, a ludzie będą mieli biuro wszędzie tam, gdzie postawią laptop i podłączą się do internetu.   W tak zwanym świecie VUCA zwycięża ten, kto zauważa zmianę i reaguje na nią odpowiednio szybko.   Dziś już nikt nie śmieje się z niegdysiejszych szafiarek, które za jedno zdjęcie na Instagramie potrafią zarabiać tyle, ile przysłowiowy Kowalski przez cały rok pracy na etacie. A dziś, w obliczu kryzysu związanego z pandemią, biznes przenosi się do sfery online jak nigdy przedtem. Więc kto będzie umiał, kolokwialnie mówiąc, ogarniać social media, ten będzie umiał ogarniać biznes. Docieraj do społeczności Kluczowe jest jednak zrozumienie, jakimi prawami rządzą się media społecznościowe. Co w nich działa, a co nie, kto nadaje im kształt i wyznacza standardy? I w końcu – co zrobić, żeby zostać zauważonym i wybić się na tle konkurencji? Wiele osób uważa, że na robienie biznesu w social media jest już za późno, że wszystkie miejsca przy stole są już obsadzone i nie ma tortu do podzielenia. Nic bardziej mylnego – wciąż jest jeszcze wiele do zgarnięcia z tego stołu, ale potrzebujesz wyróżnika na rynku, odpowiedniej strategii i systemu, który pozwoli Ci skutecznie działać.   Zasada Pareto mówi, że 20% Twoich nakładów i wysiłku odpowiada za 80% osiąganych efektów.   W mediach społecznościowych widać to bardzo wyraźnie. Tylko 20% osób lub firm zarządzających własną marką osiąga sukces, podczas gdy 80% działa bez wyraźnej i konkretnej strategii. Umówmy się – dziesięć lat temu taka partyzantka miała rację bytu, ale dziś – gdy rynek jest nasycony markami od gigantów po małe butikowe firmy – nie ma miejsca w takich działaniach na przypadkowość i chaotyczność. Tutaj muszą być system i strategia. Wrócę do mojej pracy magisterskiej – zauważyłem dość wcześnie potrzebę świadomego budowania marki osobistej nie tylko offline, ale przede wszystkim w social media i działaniach internetowych. Jeśli z samego Facebooka korzysta 15 milionów Polaków, a 11 milionów wchodzi codziennie do aplikacji, to oznacza 11 milionów potencjalnych klientów. To ogromny potencjał dla każdego przedsiębiorcy. Wymagania klientów względem marek zmieniły się i poszły wysoko do góry, inwestowanie w budowę wizerunku własnej firmy oraz marki osobistej przestały więc być fanaberią, a stały się koniecznością, by zaistnieć na rynku. Jednak pomimo iż dziś, w roku 2020 już to wiemy, to nadal dane są zaskakujące: 20% (z 15 milionów) osób nie ma celu i nie wie, jak korzystać z narzędzi, jakie dają media społecznościowe; 30% ma określony cel, ale nie ma umiejętności i wiedzy, jak wykorzystywać dostępne narzędzia; 40% działa „na czuja”: funkcjonuje na platformach social media, lecz bez strategii i planu; 10% posiada cel i wiedzę oraz skutecznie i świadomie wykorzystuje media społecznościowe do budowania własnej marki. Tylko 10% wie, jak skutecznie poruszać się w świecie online i korzystać z dostępnych narzędzi do świadomego budowania marki osobistej i marki przedsiębiorstwa. To szalenie mało biorąc pod uwagę fakt, że wiedza jest dostępna właściwie od ręki (eksperci, specjalistyczne kursy online) i to w języku polskim! Bo już nie musimy posiłkować się ekspertami ze Stanów Zjednoczonych. Mamy w kraju świetnych specjalistów, którzy świat online znajdą od podszewki. Działaj długofalowo Social media to fascynujące środowisko, które daje szansę każdemu, trzeba jednak wiedzieć, jak z nich korzystać i jest to warunek konieczny. Teraz nawet bardziej niż kiedykolwiek, bo jeśli raz weszliśmy z biznesem głęboko do sfery online, to już raczej z niego nie wyjdziemy. Ta wiedza nie leży oczywiście na chodniku, ale jeśli potraktujemy to jako inwestycję we własny biznes czy w rozwój osobisty, to zwróci się szybciej niż myślisz, ponieważ często wystarczy wdrożyć jedną małą zmianę, która przyniesie spektakularne rezultaty. Rozumiem, że dla wielu przedsiębiorców codzienna komunikacja w mediach społecznościowych to ogromne wyzwanie. Jednak, wracając do tematu zawodów przyszłości (czy też teraźniejszości, bo the future is now), na rynku funkcjonują specjaliści, którzy nie tylko potrafią napisać post na Facebooku, przygotować grafikę czy poprowadzić komunikację z klientami. Są eksperci, którzy od zera kompleksowo budują marki w mediach społecznościowych od strategii i wizerunku przez harmonogram działań aż po codzienną obsługę i pomoc w reagowaniu na sytuacje kryzysowe. Jako przedsiębiorca nie musisz znać się na wszystkim, od tego są eksperci, by wspomóc Cię w Twoim biznesie.   Zmiana jest trudna dla każdego. Jednak to od Ciebie zależy, jak do tej zmiany podejdziesz.   Możesz widzieć w niej zagrożenie, a możesz zobaczyć ocean możliwości. Zachęcam Cię do tego, by w strategicznym i świadomym działaniu w mediach społecznościowych zobaczyć możliwości i szansę dla Ciebie i...
Kula ziemska w obliczu pandemii koronawirusa
Mała firma w sieci

Koronawirus a Google. Jak internetowe imperium uległo w czasie pandemii

Marzec był bardzo trudnym i niepewnym miesiącem, głównie dla małych, lokalnych firm. To właśnie wtedy, ich właściciele z dnia na dzień dowiadywali się o kolejnych obostrzeniach, związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej. Zakazy goniły zakazy, powodując, że kolejne biznesy musiały zrezygnować z przyjmowania i obsługi klientów w siedzibie firmy. O ile np. fryzjerzy nie mieli żadnej możliwości wykonywania swoich usług, o tyle restauracje mogły przestawić się na oferowanie usługi na dowóz – rzecz jasna informując klientów o takiej możliwości. Google światłem w tunelu Jednym z darmowych kanałów, za pomocą którego właściciele firm mogli poinformować użytkowników o świadczeniu usług na dowóz lub o tym, że zachowują szczególne środki ostrożności i można korzystać z ich usług, okazało się narzędzie Google Moja Firma. Za jego pomocą, można stworzyć profil firmy, który pokazuje się zarówno w wyszukiwarce, jak i w Mapach Google oraz publikować tam np. zdjęcia, wpisy, aktualności, dodać numer telefonu, adres siedziby firmy, godziny otwarcia, adres strony www i wiele więcej. Jasne było więc, że narzędzie to da właścicielom firm możliwość dotarcia do użytkowników i pomoże w poinformowaniu ich o tym, w jaki sposób firma funkcjonuje w czasie pandemii. Tym samym narzędzie to – w pewnym sensie – mogło przyczynić się do zamortyzowania strat w związku z zaistniałą sytuacją. Wynik wyszukiwania lokalnego w wyszukiwarce Google   Widok wizytówki firmy w wyszukiwarce Google   Google ogranicza funkcje i pracuje w okrojonym składzie W momencie, w którym wydawało się, że właściciele niektórych firm będą w stanie uchronić je przed sporymi stratami i dzięki stworzeniu wizytówki w Google będą mogli poinformować użytkowników o aktualnym funkcjonowaniu firmy, Google również został dotknięty przez koronawirusa. Z dnia na dzień gigant technologiczny – będący właścicielem najpopularniejszej przeglądarki na świecie Google Chrome oraz znanego serwisu YouTube – bez wcześniejszego powiadomienia, ograniczył do minimum funkcje w Google Moja Firma. W jednej chwili możliwości zmiany nazwy, dodania kategorii, zmiany adresu strony www, do której kierowała wizytówka, publikowania zdjęć znacznie wydłużyły się w czasie, a otrzymywane opinie nie wyświetlały się w ogóle. Google poinformowało jedynie, że na czas pandemii pracuje w okrojonym składzie, ogranicza działanie funkcji w Google Moja Firma i traktuje priorytetowo wyłącznie problemy o charakterze krytycznym. O ile ograniczenie to nie było aż tak dużym problemem dla działalności, które systematycznie prowadziły profile swoich firm i stale dostosowywały je do obecnych standardów, to dla osób chcących stworzyć nową wizytówkę lub uzyskać dostęp do już istniejącej – było to praktycznie niewykonalne. Kody, które w celu weryfikacji wizytówki są wysyłane z Francji, bardzo często nie były dostarczane, support nie odpisywał, a nawet jeśli udało się zweryfikować wizytówkę, np. telefonicznie, to i tak nie pojawiały się one w internecie. Oto jeden z wielu postów na największej w Polsce grupie o Google Moja Firma: (...) Dostałem kod weryfikacyjny pocztą. Wpisałem i jest napis, że do trzech dni aktywują mi wizytówkę. Niestety, minęły 2 miesiące. Czy serwery Google zachorowały? Jasne jest, że Google nie sprawdza ręcznie zmienionych nazw w wizytówkach, zmienionych kategorii czy też nowych wizytówek, które są publikowane w Mapach Google. Wszystko to wykonują roboty Google pracujące na ich serwerach – i tutaj pojawia się problem. Komisja Europejska w obawie o infrastrukturę internetową, która szczególnie w czasie pandemii jest niezbędna dla opieki zdrowotnej i nauczania online, wystąpiła w marcu z wnioskiem o współpracę do największych platform online. Urzędnicy poprosili YouTube i Netflix o to, aby ograniczyły one jakość, w której wyświetlają filmy. Google oczywiście wprost nie poinformował, że powodem zawieszenia niektórych funkcji w panelu Google Moja Firma była prośba Komisji Europejskiej, ale biorąc pod uwagę zbieżność dat, można wywnioskować, że właśnie tym sugerowała się firma, wyłączając niektóre funkcje i tym samym, tak naprawdę blokując lokalnym firmom możliwość pokazania się w internecie. Podsumowanie Pewnie nikt w dobie XXI wieku nie pomyślałby, że mogłoby zabraknąć internetu lub mógłby go ktoś po prostu wyłączyć jak światło, odcinając nas od Messengera, Facebooka, YouTube’a, wyszukiwarki Google i innych tego typu aplikacji. Wprawdzie internetu nie zabrakło, ale były realne obawy o to, że może on zostać przeciążony. Patrząc na obecny stopień wykorzystania internetu, można śmiało stwierdzić, że z powodu jego braku, świat zwolniłby kilkukrotnie bardziej niż na skutek COVID-19....
Kamera FB live
Mała firma w sieci

9 zasad skutecznej transmisji live

Firmy przekonały się o tym, że regularne streamowanie buduje autorytet, utrzymuje relacje z klientami i skutecznie zwiększa zasięgi. Szczególnie teraz, gdy wiele biznesów stacjonarnych zmaga się z ograniczonym popytem spowodowanym strachem przed życiem offline. W tym artykule dzielę się swoimi doświadczeniami wynikającymi z setek przeprowadzonych transmisji i dziesiątek błędów, które popełniłem na początku. Wszystko po to, aby ułatwić Ci podjęcie właściwych decyzji oraz usprawnić aktualne działania marketingowe. Zaobserwowałem, że niektóre firmy z różnych względów nadużywają pewnych działań, podczas gdy inne nie mają odwagi, aby chociaż spróbować. Obowiązuje prosta zasada (nie tylko w marketingu): 1% osób tworzy coś nowego i aktywnie kreuje działania. 9% próbuje naśladować (udanie lub nie). 90% biernie ogląda, co robią inni. Do procentów się nie przywiązuj, ponieważ chodzi o zachowanie proporcji. Dlaczego warto robić wejścia na żywo na Facebooku? Główne korzyści, jakie niesie streamowanie, to zwiększenie zaufania do marki poprzez nawiązanie bezpośredniego kontaktu z klientami, budowanie pozycji eksperta (odważnego lidera), a także zwiększenie zasięgów. Jak pokazują statystyki, systematyczne prowadzenie live’ów sprawia, że ze spotkania na spotkanie przybywa osób, które oglądają Cię na żywo! Czy w takim razie live to świetna okazja do zaprezentowania produktu z bliska, zbicia obiekcji klientów dotyczących ceny, jakości, a nawet przydatności produktu? No pewnie! Czy należy tylko sprzedawać? A czy Ty będziesz oglądać live, na którym prezenter zachowuje się tak, jakby prowadził program w modelu telezakupów? Oczywiście, że nie.   W mediach społecznościowych najlepiej sprawdza się metoda sprzedawania bez sprzedaży.   To oznacza, że swoje produkty i rezultaty należy pokazać w taki sposób, aby inni chcieli o to zapytać. Dlaczego streamowanie na Facebooku jest lepsze od wgrywania filmików? Twórcy dużo łatwiej usiąść i kliknąć „Rozpocznij transmisję na żywo” niż nagrywać poszczególne sceny, bawić się w montaż, a następnie renderować i publikować. Tutaj wszystko dzieje się automatycznie po kliknięciu guzika. Ludzie są w stanie wybaczyć więcej pomyłek, gdy wiedzą, że materiał jest publikowany w formie live. Facebook live otrzymuje 6 razy więcej interakcji niż tradycyjne wideo. Ludzie 10 razy chętniej komentują transmisje na żywo. Dodatkowo, materiały nadawane w czasie rzeczywistym cieszą się 3 razy dłuższym czasem oglądania. Transmisja jest dużo bardziej wiarygodna, ponieważ dużo trudniej o postprodukcyjną manipulację zawartości. Co zostało powiedziane, tego nie da się cofnąć, co się pokaże – nie będzie dało się wyciąć, ani upiększyć. Po wejściu na żywo nie ma już odwrotu. #1 W jaki sposób się wyróżnić? Ogólnie w internecie jest sporo materiałów wideo (niekoniecznie w Twojej branży). Chcesz się wybić – zrób to dobrze. a) Przygotuj ładny, estetyczny kadr Złota zasada – pierwszy plan to Ty. Warto zadbać również o to, co mamy za plecami, aby całość wyglądała profesjonalnie (pomyśl nad efektownym tłem). Sporo osób nagrywa na tle biblioteczki z książkami, polecam Ci jednak zastosowanie takiego tła, które jednoznacznie osadzi Cię w klimacie Twojej pracy. Trudno, aby np. szewc ubierał się w garnitur i prowadził transmisję z sali konferencyjnej. Wiesz już, w co się ubierzesz i na jakim tle się ustawisz? b) Zadbaj o dobre oświetlenie Dobre oświetlenie to podstawa. Jeśli jeszcze nie masz profesjonalnego softboxa, nagrywaj przodem do okna. Dzięki temu zyskasz naturalne oświetlenie. Jeśli jednak live odbędzie się wieczorową porą – musisz zadbać o mocne oświetlenie. Nosisz okulary i światło odbija się w szkłach? Żaden problem – wystarczy, że źródło światła ustawisz nad sobą pod kątem 45 stopni. Możesz też wykorzystać filtr polaryzacyjny, który zakłada się na obiektyw. c) Wysoka jakość wideo Korzystam z Logitech Brio 4k i szczerze mogę polecić ten sprzęt także Tobie. Jeśli jednak posiadasz profesjonalne oświetlenie, to sam sprzęt nie musi być Hi-Endowy. Warto również spojrzeć na kamerkę Logitech C920. W ostateczności nowy smartfon też da radę. d) Dobre audio to must have O ile kiepską jakość wideo ludzie Ci wybaczą, o tyle zwieszający się dźwięk, który boli w uszy, jest niewybaczalnym grzechem, dlatego zaopatrz się w profesjonalny mikrofon. Od lat korzystam z mikrofonu Rode Lav+. e) Szybki internet Aby całość sprawnie przebiegła, Twoje łącze musi posiadać prędkość wysyłania danych przynajmniej 15-20 Mb/s. Nawet najlepsza kamera nie pomoże, gdy łącze nie prześle sygnału. #2 Czy dzień transmisji ma znaczenie? Jedni mówią, że tak, inni, że nie. Ja powiem: Sprawdź ;) Faktycznie najbardziej popularne są wtorki i czwartki, jednak wybór tych dni może okazać się ryzykowny. Dlaczego? Ponieważ wtedy najwięcej osób prowadzi transmisje online. Być może w Twoim przypadku sprawdzą się weekendy, gdy konkurencja odpuszcza. Każdy dzień ma swoje plusy i minusy. Dlatego testuj i sprawdzaj. Tylko w ten sposób jesteś w stanie stwierdzić, który dzień okaże się najlepszym dla Ciebie. Pamiętaj, że odpowiednia godzina także robi robotę. Najczęściej live’y odbywają się wieczorem: o godz. 19.00 lub 20.00, musisz jednak wziąć pod uwagę, kim są Twoi odbiorcy. Jeśli to mamy dzieci w wieku przedszkolnym – 20.00 może okazać się strzałem w kolano. Wszak to czas kąpieli i usypiania ;) #3 Jak aktywizować ludzi podczas live’ów? Wyobraź sobie, że Twój znajomy zaprasza Cię na domówkę w sobotni wieczór. Przychodzisz, po czym on odpala telewizor i totalnie nie zwraca na Ciebie uwagi – jak się czujesz? Tak samo jest w przypadku live’ów - jeśli zapraszasz ludzi, to ich ugość, pokaż, że są dla Ciebie najważniejsi! Transmisji nie robisz dla siebie, dlatego angażuj swoich widzów, zadawaj im pytania, weryfikuj, czy wszystko rozumieją, reaguj na ich komentarze i wnioski. Dzięki temu poczują, że robisz to dla nich i że zależy Ci na przekazaniu wartościowej wiedzy. Dodatkowy bonus? Im więcej komentarzy, tym większe zasięgi. #4 Co zrobić, aby wzmocnić odbiór? „Baw się” energią uczestników. Jak wskazują badania, średnio co 7 minut ludzki mózg odcina się od jednolitych komunikatów przekazywanych na tym samym poziomie energii. Jeśli chcesz mieć pewność, że widzowie wciąż Cię słuchają i są skoncentrowani na tym, co chcesz im przekazać, zmieniaj ich stan. Przeprowadź ćwiczenie. Proś o odpowiedź, opowiedz coś ważnego w zabawny sposób, ale zaraz po tym przekaż informację poważnym tonem albo sprytnie wpleć wzruszającą lub przerażającą historię. Ma się dziać! #5 Jak skutecznie zwiększać zasięg? Coś, co osobiście Ci rekomenduję to crossowanie społeczności. To sytuacja, w której zapraszasz do siebie na live branżowego eksperta, który ma większy autorytet lub zasięg niż Ty. Dzięki temu:...
Lupa na dłoni
Mała firma w sieci

SEO w realiach kryzysu gospodarczego i epidemii

Wejścia na stronę z bezpłatnych wyników wyszukiwania w Google to jeden z fundamentów jeśli chodzi o dotarcie do klienta w internecie. W sektorze e-commerce zwykle kilkadziesiąt procent wejść na stronę sklepu i kilkadziesiąt procent ogółu transakcji jest przypisywanych właśnie do tego kanału. Destabilizacja społeczna, legislacyjna i gospodarcza wpływają także i na tę gałąź marketingu internetowego. Z poniższego artykułu dowiesz się, jak można próbować przekuć powstałe zamieszanie na swoją korzyść lub przynajmniej zminimalizować straty. SEO, czyli co? Na początek tych analiz i rozważań wypada zdefiniować pojęcia. W telegraficznym skrócie, SEO (ang. Search Engine Optimization), to szeroka gama taktyk służących zwiększaniu ruchu z tzw. organicznych wyników wyszukiwania w Google. Organicznych, czyli serwowanych przez algorytm niezależny od systemu linków reklamowych – Google Ads. W Polsce przyjęły się też określenia optymalizacja i pozycjonowanie. Pod pojęciem optymalizacji rozumie się głównie działania na stronie (tzw. on-page SEO), a  pozycjonowanie sprowadza się do tzw. link buildingu*, pozyskiwania linków budujących autorytet strony (off-page SEO). Obszary oddziaływania na Google sprowadzają się do: budowania czytelnych i łatwo dostępnych (dla użytkownika i Google) witryn internetowych, wypełniania ich treściami odpowiadającymi temu, czego szukają użytkownicy wyszukiwarki (potencjalni klienci)**, wzmacniania ich autorytetu i siły przebicia poprzez pozyskiwanie linków z innych stron. Zainteresowanych dalszą lekturą odsyłam na mój blog, na którym tłumaczę obszerniej, w jaki sposób działa SEO***. Podsumowując, zlecając obsługę SEO specjaliście, należy oczekiwać wsparcia w warstwie technologicznej, contentowej (treści) oraz w zakresie zdobywania linków pozycjonujących. Na tych trzech polach przebiega walka o uznanie w oczach wyszukiwarki Google… i jej użytkowników. Czy w tych obszarach w dobie pandemii i kryzysu doszło do zasadniczych zmian? Przyjrzyjmy się im krok po kroku. Wpływ kryzysu na SEO Zastanówmy się, w jaki sposób kryzys gospodarczy i społeczny może przekładać się na poszczególne części składowe SEO. W warstwie technologicznej tak naprawdę nic się nie zmienia. Oczywiście, Google nieustannie ewoluuje, co sprawia, że pracujemy w dość dynamicznym ekosystemie, lecz nie ma to żadnego związku z pandemią COVID-19 czy spowolnieniem koniunktury. Zmiany te podyktowane są względami czysto biznesowymi (optymalizacja zasobów potrzebnych do indeksowania i analizy witryn po stronie Google) oraz rozwojem technologii webowych, jak na przykład coraz szersze wykorzystanie JavaScript. Jeśli chodzi o działania contentowe sprawa wygląda podobnie. Dalej powinniśmy tworzyć artykuły, opisy produktów, treści stron ofertowych tak, aby odpowiadały hasłom wyszukiwanym przez użytkowników. Dalej należy budować wizerunek ekspercki, tworząc ogólnodostępne bazy wiedzy, blogi firmowe etc. Rola linków również pozostaje niezmienna. Dalej są potrzebne, aby budować przewagę konkurencyjną. I tu docieramy do clou sprawy. Słowo klucz to konkurencja. SEO, o ile nie zmieniło się zbytnio ze strony samego Google i taktyk oddziaływania na algorytmy wyszukiwarki, może na wielu rynkach wyglądać obecnie inaczej niż przed marcem 2020 r. właśnie ze względu na zachowania konkurentów. Co robią Twoi konkurenci w czasie kryzysu? Warto zrozumieć, w jak dużym stopniu to właśnie uczestnicy gry konkurencyjnej kształtują ekosystem. Nie ma jakiejś jasno określonej, niezmiennej liczby linków, które trzeba zdobyć, aby być na 1. pozycji. Ta liczba zawsze będzie inna dla każdego rynku, dla każdej branży, dla każdego słowa kluczowego.   Walka o obecność na pierwszej stronie wyników, to gra o sumie zerowej i to właśnie siła konkurentów determinuje barierę wejścia.   Co to oznacza w praktyce? Jeśli konkurenci z różnych względów w dobie kryzysu wstrzymali nakłady na pozycjonowanie, może się okazać, że stosunkowo niższym nakładem środków uda ci się zdobyć wysokie pozycje. Na tym etapie ważna jest umiejętność określenia, jaki jest mniej więcej próg wejścia na topowe pozycje. Jest to bardzo złożony proces wymagający doświadczenia i narzędzi, dzięki którym można „szpiegować” strony konkurencji. Narzędzia, takie jak: Ahrefs, Majestic czy SEMrush, pozwalają sprawdzić, ile linków i z jakich źródeł prowadzi do wybranych stron www. Każdy specjalista SEO powinien posiadać oprogramowanie tej klasy, dzięki czemu powinien umieć doradzić adekwatne działania. Od początku lockdownu minęło już trochę czasu, istnieje więc możliwość sprawdzenia, z perspektywy ostatnich miesięcy, czy konkurenci zwiększyli czy zmniejszyli dynamikę pozyskiwania linków. Analogicznie, można śledzić szeroko rozumiane otoczenie konkurencyjne w kontekście content marketingu. Warto sprawdzić, czy tworzą dużo nowych treści, czy raczej wstrzymali działania tego typu. Co robią użytkownicy? Zmieniły się nie tylko zachowania konkurentów, ale także samych użytkowników. To właśnie oni, obok Google i Twoich konkurentów, tworzą ekosystem wyszukiwarki. Na pewne kwestie niestety nie mamy wpływu. Jeśli nawet dostrzeżemy szansę i dzięki nadwyżkom płynności zdecydujemy się na agresywną grę o wysokie pozycje, nie oznacza to, że korzyści będą adekwatne do oczekiwań.   fot. Diggity Marketing / unsplash.com   Popularność danego słowa kluczowego zmienia się w czasie, to oczywiste. Są branże sezonowe, a także podatne na różnego rodzaju mody i trendy. Co z tego, że w okresie lockdownu strona biura podróży jest na pierwszym miejscu na frazę „wycieczki do Włoch”, skoro użytkownicy nawet nie mają możliwości skorzystania z oferty ze względu na zamknięte granice. Poszczególne branże zostały dotknięte w różnym stopniu. Najbardziej dotknięte zostały chyba branża HORECA (nie tylko restauratorzy, ale także np. hurtownie gastronomiczne), branża usługowa health & beauty (fryzjerzy, kosmetyczki) i rozrywkowo-eventowa (kina, teatry, kluby, koncerty, ale także targi, konferencje, szkolenia). Warto obserwować, jak kształtują się na bieżąco zachowania użytkowników wyszukiwarki w tych obszarach, gdzie zakup towarów i usług nie jest prawnie zablokowany. Narzędzia, takie jak: Google Trends czy Google Search Console, pozwolą każdemu specjaliście SEO czy marketerowi ocenić dynamikę poszczególnych wyszukiwań. Dużo firm z branży tekstylnej wyczuło okazję na ratowanie swojego biznesu i przerzuciło nakłady na produkcję maseczek. Jednocześnie pojawiła się potrzeba pozycjonowania na słowa kluczowe, których wcześniej plan marketingowy w ogóle nie uwzględniał. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na potrzebę elastycznej współpracy na linii klient-agencja. Umowy pozycjonowania na określoną pulę słów kluczowych w większości przypadków nie przystają do realiów rynku i warto mieć to na uwadze, rozpoczynając współpracę z nowym usługodawcą SEO. Czy lockdown musi oznaczać spadek sprzedaży? Niekoniecznie. W niektórych obszarach zaobserwowaliśmy wzrosty aktywności użytkowników i większą skłonność do dokonywania zakupów. Innymi słowy, pojawiło się więcej korzyści z wypracowanych wcześniej pozycji, bo przełożyły się na większy ruch i większą sprzedaż. Za przykład mogą posłużyć niektóre marki odzieżowe nastawione na sprzedaż online, których popularność wzrosła, gdy zamknięto galerie handlowe. Co na to sama branża SEO?   Stare powiedzenie mówi, że małą firmę dzieli od upadku kilka niezapłaconych faktur, a mikroprzedsiębiorstwo – czasem nawet jedna.   Problem płynności finansowej i zatorów płatniczych pozostaje nie bez wpływu również na branżę SEO, w której podobnie jak w innych zaobserwowaliśmy falę zwolnień. Uważam, że rynek czeka teraz dużo fluktuacji i zawirowań. Specjaliści z kompetencjami szukający pracy....
Mała firma w sieci

Pandemia na Facebooku, czyli jak teraz zarządzać marką w social media

Ostatni czas to niezwykłe wyzwanie dla biznesów i gospodarek. To, czego od marca doświadczamy, jest bezprecedensowe. Takiej izolacji społecznej nikt się nie spodziewał i nikt się na nią nie przygotował.   Sytuacja, z którą przychodzi się mierzyć przedsiębiorcom, wywołana przez pandemię COVID-19, jest bardzo dynamiczna. Początkowa niepewność i obawy związane z panicznymi reakcjami ludzi, rządów i marek zaczynają ustępować miejsca logice, kalkulacji ekonomicznej i próbom stawienia czoła nowym okolicznościom. Pandemia spowodowała, że w ciągu kilku dni musieliśmy przenieść się do sieci i odnaleźć się w życiu online. Zmiana ta dotyczyła większości obszarów naszego życia. Od zakupów po poszukiwanie informacji i kontakty towarzyskie – wszystko przeniosło się do internetu. Dlatego nastąpił duży zwrot w kierunku mediów społecznościowych. Szczególnie, że użytkownicy znacznie chętniej spędzali tutaj czas. Prawie dwukrotnie wzrósł wskaźnik korzystania z social media podczas lockdownu – jak wynika z badań Natalii Hatalskiej*. Przed pandemią w bardzo dużym stopniu korzystało z nich 12% Polaków, podczas pandemii – 22%. Osoby, które zarządzają markami, także stanęły przed wyzwaniem. I sprawdzianem jednocześnie. Jakie predykcje dla marek wyniknęły z pierwszego etapu kryzysu? Zamknięcie w domu całych rodzin. Przeniesienie głównych aktywności do sfery online – nauka, praca, rozrywka, aktywność fizyczna, życie duchowe. Zamrożenie niektórych możliwości zakupowych (obiad w restauracji, wizyta u fryzjera). Zmniejszenie potrzeb konsumenckich. Wreszcie – strach przed nieprzewidywalną przyszłością. Zrozum, gdzie jest Twoje miejsce Najnowszy raport Brands Get Real** pokazuje, że 91% ludzi wierzy w siłę społeczności internetowych do łączenia ludzi , a 78% konsumentów chce, aby marki korzystały z mediów społecznościowych, by pomóc ludziom się ze sobą połączyć. Jednym z głównych wyzwań, przed którymi stoją marki podczas kryzysu, jest zdobycie wiedzy, kiedy i jak dostosować taktyki marketingowe. Odłożenie lub anulowanie projektów, nad którymi ciężko pracowałeś, może być trudne. Ale jeśli będziesz się w mediach społecznościowych zachowywał jak zwykle (choć w dobrych intencjach), to Twoje działania mogą całkowicie umknąć uwadze. Jaki jest zatem pierwszy krok, jaki marka powinna teraz wykonać? Kontynuuj monitorowanie odbiorców i mediów jako całości, aby zrozumieć, jakie główne tematy, aktualizacje i obawy związane z kryzysem wywołują stres i niepokój w Twojej społeczności. Jak widzimy, wszystko szybko się zmienia, pilnowanie tych zmian pomoże więc upewnić się, że Twoje treści są odpowiednie.   W czasach kryzysu możesz skorzystać z narzędzi społecznościowych, aby zapewnić głębszy wgląd w dyskusje dotyczące Twojej marki czy branży.   Określ rolę, jaką może odegrać Twoja marka, a co najważniejsze, czy Twoja publiczność czegoś od Ciebie chce lub potrzebuje. Niezależnie od tego, czy zapewniasz bezpłatne zajęcia jogi dla uspokojenia lęku, poradniki na temat efektywnej pracy z domu lub porady dotyczące inwestowania w tym niestabilnym czasie – ustal, czy istnieje organiczny sposób, aby być pomocnym w tym momencie. Czego dzisiaj oczekują konsumenci? Etapy kryzysu, które zdefiniowała Agencja DDB, to: szok (marzec – kwiecień), oswajanie (kwiecień – maj), odradzanie (czerwiec – sierpień), nowy świat (od września?)… Pierwszy i drugi etap jest za nami. W momencie powstawania artykułu otrzymaliśmy informację o odmrożeniu klubów fitness czy organizacji wesel od 6 czerwca. A w kawiarniach czy restauracjach zostały zniesione ograniczenia. Teraz przede wszystkim widać chęć odreagowania i wzrost optymizmu związany z wyciszającą się pandemią. Ale także oczekiwanie na perturbacje ekonomiczne. Nie wszyscy utrzymali miejsca pracy. Część osób dostaje mniejsze wynagrodzenie lub pracuje w mniejszym wymiarze czasu. Jak odbudować biznes i odrobić straty? W latach trzydziestych w czasie Wielkiego Kryzysu w USA powstała firma produkująca lakiery do paznokci. To nie był produkt pierwszej potrzeby, ale coś co dawało nadzieję na lepsze jutro. Ta firma to Revlon. Drugi przykład sukcesu w trudnych warunkach gospodarczych płynie z firmy Procter & Gamble. Sprzedawała mydło. Wydawałoby się, że takiego produktu nie trzeba promować. A jednak, w czasie kryzysu, konsumenci niechętnie dokonują zakupów czegokolwiek. Firma postawiła na reklamy radiowe i sponsorowanie programów kierowanych do grupy docelowej. Do 1934 roku miała już kilkanaście własnych programów. Wyszła z kryzysu umocniona. Czy globalny kryzys może być okazją do wypromowania firmy? Choć pytanie sprawia wrażenie nieetycznego, takim nie jest. Dlatego, że jeśli firma wykorzysta ten trudny czas do zbudowania łańcucha wartości, od reklamy do obsługi klienta w nowych warunkach, to zdobędzie uwagę i przewagę. Stąd całkowite cięcie wydatków marketingowych dla wielu firm może w konsekwencji okazać się bardzo zgubne. W miejsce braku aktywności Twojej marki wejdzie inna firma, która nadpisze się w świadomości klienta.   Softselling to dobra strategia na dziś, by trwale zaistnieć w świadomości klientów.   Nie agresywne działania, ale delikatniejsze komunikaty połączone z nowymi wartościami i wymogami bezpieczeństwa. Finalnie mogą wpłynąć nie tylko na wizerunek, ale także na sprzedaż. W końcu kryzys nie wykasował w nas wszystkich aspiracji i marzeń. I dalej konsumenci wydają swoje pieniądze. Pytanie, czy u Ciebie. Brand experience na nowo Kiedy klient nie może doświadczyć fizycznie Twojego produktu, musisz polepszyć Jego doświadczenie w sieci. Brak fizycznego kontaktu spowodował całkiem nowe oczekiwania klientów w stosunku do prezentowanych treści. Realizując na co dzień kampanie w internecie, zauważamy kilka trendów związanych z budowaniem doświadczenia marki. Po pierwsze. Jak opisałbyś zalety swojego produktu w czasie pandemii? W wielu przypadkach trzeba zdefiniować je zupełnie na nowo. Cechy, które są teraz szczególnie cenione przez konsumentów, jeszcze niedawno były poboczne. Produkt się nie zmienił, ale zmieniły się kluczowe potrzeby klienta. Przykład: Ubranka dla dzieci szyte Polsce. Kiedyś atutem były: unikalność modelu i pewna ekskluzywność, oryginalne wzory tkanin, inne niż te kupowane w sieciówkach, wysoka jakość – są nie do zdarcia nawet przez największego urwisa. A teraz: miękki materiał i wygodny krój idealny do turlania się po dywanie, kolorowe wzory, które chociaż trochę ubarwią przymusowy pobyt dziecka w domu, możliwość zamówienia przez internet i bezdotykowego odbioru przesyłki w paczkomatach. Po drugie. Materiały wideo lepiej zaprezentują produkt Możesz wprowadzić opcję rozpakowania produktu live, a klient zaspokoi swoją potrzebę do porozglądania się. Wtedy zyskujesz efekt zaangażowania, a od tego do zakupu już bardzo blisko. Oto kilka przykładów live’ów w social media w ciągu ostatnich tygodni: tworzenie naturalnych kosmetyków w domu, lekcje rysunku, live z przygotowania posiłków, live z muzyką na żywo, czytanie sztuk teatralnych, live shopping na Facebooku, seria live’ów z ekspertami dla przedsiębiorców, sesja Q&A, czyli pogadanka z odbiorcami na interesujące ich tematy. Po trzecie. Czas na uruchomienie messenger...
aparat fotograficzny polaroid
Mała firma w sieci

7 mitów na temat Instagrama, które powodują, że nie osiągasz sukcesów

Tak jak w każdym obszarze naszego życia portale społecznościowe też mają swoje okresy rozkwitu i cykle stagnacji. Mamy również świadomość, że zawsze, gdy pojawi się coś nowego i modnego, przykuwa to naszą uwagę. Podobnie jest z Instagramem. Serwis kojarzony głównie z miejscem, gdzie możemy podzielić się dobrej jakości zdjęciami, stał się dla wielu przedsiębiorców głównym miejscem komunikowania ze swoją społecznością. Notujemy coraz więcej spektakularnych sukcesów przedsiębiorców, którzy swój sukces opierają na tym serwisie społecznościowym.   Instagram to obecnie 7 milionów Polaków, którzy przynajmniej raz w tygodniu odwiedzają profile swoich ulubionych artystów, trenerów czy celebrytów.   Czy można ignorować tak potężny rynek? Jestem przekonany, że nie, a w tym artykule chcę przekonać Cię do aktywności na łamach tego rosnącego w siłę portalu. Skoro wiesz już, że jest wiele argumentów przemawiających za Twoją obecnością na Instagramie, musisz zastanowić się, jak strategicznie odnaleźć się w tym ekosystemie. W ciągu ostatniego roku przeszkoliłem kilka tysięcy przedsiębiorców, ucząc ich, jak z sukcesem poprowadzić swoje konto na Instagramie. Szkoląc i dzieląc się swoją wiedzą, zauważyłem, że wielu przedsiębiorców popełnia mnóstwo szkolnych błędów, rozpoczynając swoją przygodę z tym serwisem. Co ciekawsze, wokół Instagrama narosło wiele mitów, które powodują, że bardzo często przedsiębiorcy błądzą, zamiast koncentrować się na budowaniu silnej społeczności. Dlatego w tym artykule chcę wręczyć Ci szczepionkę na wyssane z palca mity i teorie, które mogą blokować rozwój Twojego profilu na Instagramie. Mit 1. Instagram to głównie zdjęcia Tak, może kiedyś tak było. Instagram powstał jako innowacyjna odpowiedź na Facebooka. Po prostu analitycy zauważyli, że Facebookowe wpisy ze zdjęciem generują o wiele więcej interakcji niż sam tekst. Teraz jest to oczywiste, ale uwierz mi, że kilka lat temu było to odkrycie na miarę Nobla. Twórcy Instagrama znali te dane i stwierdzili, że mogą ulepszyć FB, tworząc serwis, który będzie opierał się głównie na zdjęciach. W taki sposób powstał Instagram, czyli raj dla fotografów i podróżników. Co ciekawsze, kilka lat temu Facebook kupił swojego konkurenta, obecnie więc Instagram i Facebook to serwisy z jednej stajni Marka Zuckerberga. Wracając do historii Instagrama. Po kilku latach młodzi ludzie wkurzeni na rodziców piszących dziwne komentarze pod ich zdjęciami na Facebooku, postanowili szukać bezpiecznego azylu, w którym nie dopadną ich mama czy ciocia, piszące pod zdjęciem: „Baw się dobrze i uważaj na tego bruneta po lewej”. Tym azylem stał się Instagram, który zaczął zdobywać coraz większą popularność. Obecnie jest po prostu serwisem społecznościowym, który wiele osób pokochało, szczególnie ze względu na możliwość dodawania relacji, czyli tzw. stories. Co przemawia za tym, że Instagram to już nie tylko zdjęcia, ale również tekst? Instagram służy obecnie do budowania społeczności. Jego siła to możliwość skupiania wokół siebie silnej, oddanej grupy ludzi, którzy są w stanie kupować od Ciebie wszystko, co pokażesz na swoim instagramowym profilu. Jeżeli nie wierzysz, sprawdź np. konto Ewy Chodakowskiej, która traktuje swoje wpisy trochę jak blog. Jeżeli rozumiesz już siłę oddanej społeczności, to musisz uświadomić sobie, że więź z Tobą jako marką osobistą budują emocje, a nie da się wywołać emocji i zbudować silnej więzi wyłącznie zdjęciem. Dlatego polecam Ci dodawać pod każdym postem minimalnie 5 wierszy tekstu, odwołując się do emocji odbiorców. Nie pisz po prostu: „Nowa kolekcja w naszym butiku”. Lepiej będzie, gdy napiszesz: „Kocham te dni, gdy otwieram przesyłkę od kuriera, a moim oczom ukazują się piękne sukienki. Mam ciepło na sercu, gdy uświadamiam sobie, że będziecie już niedługo cieszyć się ze mną ze swoich nowych kreacji. Kocham to, co robię, i uwielbiam dzielić się to miłością z Wami. Odwiedź mnie dziś w moim butiku i wybierz coś dla siebie. Już nie mogę się doczekać na nasze spotkanie”. Porównaj te dwa teksty. Który powoduje, że chcesz odwiedzić lokalny butik? Mit 2. Ważna jest liczba followersów Jeden z polskich blogerów wygenerował w 2019 roku 9 milionów sprzedaży ze swojego kursu. Na jego Instagramie były wtedy 3000 followersów. Inny przypadek, pewna influencerka z Wielkiej Brytanii, posiadająca kilka milionów obserwujących, postanowiła wyprodukować i sprzedać koszulki ze swoją podobizną. Niestety, musiała wycofać się z projektu, bo nie była w stanie opłacić produkcji. Nie sprzedało się nawet 50 sztuk. Jak widzisz, tak naprawdę nie chodzi o liczbę followersów, a bardziej o ich „jakość”, jakkolwiek by to nie brzmiało. Jest różnica, czy Twój profil obserwują dobrze zarabiający programiści czy uczniowie szkoły podstawowej. Domyślasz się, że potencjał zakupowy tych przykładowych grup jest różny. Jest jeszcze jeden aspekt, mało kto bierze pod uwagę kwestię osób, które odwiedzają Twój profil, ale nie są Twoimi followersami. Pomyśl, jeżeli prowadzisz profil jako psycholog zajmujący się uzależnieniami, to czy każdy będzie się chciał pochwalić, że Cię obserwuje? Instagram jest miejscem do chwalenia się sukcesami, internauci nie będą więc raczej chcieli wciskać przycisku Follow pod takim profilem. Na szczęście przy pomocy menadżera reklam na Facebooku możesz ustawić grupę odbiorców reklamy, którą będą stanowiły wszystkie osoby odwiedzające Twój profil a nie tylko obserwatorzy. W moim przypadku 40% odwiedzających mój profil na Instagramie to osoby, które mnie nie obserwują. Kolejny argument przemawiający za tym, że liczba nie ma znaczenia, to zjawisko benchmarków, czyli porównywanie się do innych profili w branży. Oto przykład, czy uważasz, że profil salonu kosmetycznego w mieście poniżej 50 000 mieszkańców potrzebuje 100 000 followersów? Nawet jeżeli właściciel kupi sobie followersów, to z daleka będzie wyglądało to podejrzanie. Zawsze liczy się cel biznesowy. Nie zadawaj sobie pytania, czy masz właściwą liczbę followersów, lepiej zadaj sobie pytanie, czy Instagram pozwala Ci zwiększać przychody firmy? Lajkami i serduszkami nie zapłacisz podatków, ani pensji pracownikom. Mit 3. Nie mam dobrej jakości zdjęć, nie pcham się więc na Instagram Część przedsiębiorców blokuje to, że nie mają wystarczająco dobrych zdjęć, żeby prowadzić Instagram. Prawda jest taka, że jedną ze strategii obecności na Instagramie jest zbudowanie marki osobistej lub wypromowanie twarzy Twojej firmy. Jeżeli wykorzystasz Instagram do pokazania siebie jako ciekawej osoby, nie potrzebujesz zdjęć super jakości. Dodatkowo, do promocji na Instagramie w sposób nieperfekcyjny służy Instagram Stories, czyli tak popularne relacje. Ten element Instagrama daje szansę na opowiedzenie historii naszego dnia oraz tworzenia mikrovlogów, bez godzin spędzonych u kosmetyczki. Mit 4. Dzięki popularnym hashtagom będę miał dużo wejść i followersów Problem z hashtagami jest taki, że...
sieć kontaktów
Mała firma w sieci

LinkedIn dla firm. 10 rzeczy, o których musisz wiedzieć

Czy wiesz, że LinkedIn to bardzo skuteczne narzędzie w pozyskiwaniu klientów, partnerów biznesowych, pracowników i rozwoju swojej firmy? W tym artykule opowiadam, dlaczego LinkedIn może być świetną opcją również dla Twojego biznesu. Dowiesz się z niego, na co warto zwrócić uwagę, planując swoje działania na LinkedInie. Dzięki niemu będziesz również wiedzieć, jak uniknąć typowych błędów, jakie popełniają przedsiębiorcy, prowadząc swoje działania na tej platformie.   1. LinkedIn to największa na świecie sieć biznesowa! Z początkiem roku liczba kont na tej platformie przekroczyła 675 milionów w ponad 200 krajach. Czyni to LinkedIn największą networkingową platformą społecznościową na świecie. W Stanach Zjednoczonych (167 milionów kont) i krajach Europy Zachodniej (np. Wielka Brytania – 28 milionów, Francja – 19 milionów, Niemcy – 10 milionów) to podstawowa platforma służąca do budowania biznesów. U nas w Polsce to już ponad 3,8 miliona kont i każdego dnia liczba ta dynamicznie przyrasta.   Źródło: https://news.linkedin.com/about-us#statistics   Jeśli chcesz budować markę przedsiębiorcy, firmę, pozyskiwać klientów, partnerów biznesowych, rekrutować pracowników i przyciągać talenty na świecie czy w Polsce, to miejsce jest stworzone dla Ciebie. Dzięki tej platformie możesz dotrzeć do wpływowych biznesowo osób z całego świata.   Misja LinkedIna jest prosta: „Skontaktować specjalistów na świecie, aby umożliwić im wzrost efektywności i osiągnięcie sukcesu”.   Sztuka korzystania z LinkedIna polega na tym, aby dzięki profilom dać się odnaleźć innym i aktywnie nawiązywać autentyczne i owocne relacje z użytkownikami. Już samo stworzenie i aktualizowanie profilu osobowego i firmowego może budować zaufanie, przyciągać osoby, które będą chciały z nami współpracować i pomagały budować markę. Jeśli chcesz wyciągnąć jeszcze więcej z LinkedIna, to warto aktywnie nawiązywać nowe kontakty, budować z nimi prawdziwe relacje i publikować dla nich wartościowe treści. 2. Na LinkedInie są prawie wszystkie branże Czy LinkedIn kojarzy Ci się z rekrutacją? To tylko wycinek możliwości i tego, kto jest na LinkedIn i co się na nim dzieje. Na LinkedIn można znaleźć prawie wszystkie branże. Od tych największych, jak oprogramowanie i usługi IT, produkcja (głównie przemysłowa) i usługi korporacyjne (w tym HR), poprzez finanse i bankowość, artykuły konsumenckie, media i komunikację (w tym marketing i reklama), budownictwo, po rolnictwo i organizacje odpowiadające za bezpieczeństwo publiczne. Na załączonym wykresie widać liczbę osób na LinkedInie pracujących w poszczególnych branżach.   Źródło: Raport „LinkedIn w Polsce w 2020 roku”, https://adriangamon.com/Raport/   3. Co piąta osoba na LinkedInie to osoba decyzyjna Na LinkedInie dominują osoby posiadające wieloletnie doświadczenie zawodowe. Nie brakuje pośród nich osób mających decydujący wpływ na biznes: dyrektorów, prezesów, wiceprezesów, członków zarządów, partnerów zarządzających i właścicieli. Blisko aż 22% użytkowników to osoby decyzyjne (wyniki oparto na próbie 2 177 500 użytkowników LinkedIna w Polsce).   Źródło: Raport „LinkedIn w Polsce w 2020 roku”, https://adriangamon.com/Raport/   4. LinkedIn to nie Facebook Pomimo wielu podobieństw jest bardzo wiele istotnych różnic między LinkedInem a Facebookiem, które mogą doprowadzić do błędnych i kosztownych decyzji marketingowych. Po pierwsze, tu główną rolę, również w marketingu i sprzedaży, odgrywają profile osobowe. Strony firmowe nie dają zwykle tak spektakularnych efektów organicznych. A już na pewno nie jak kilka lat temu strony na Facebooku. Moc budowania zaangażowania mają przede wszystkim profile, a idealnie jak połączy się działania profili pracowników/właściciela z komunikacją za pomocą strony firmowej i ewentualnego wsparcia budżetem reklamowym. Po drugie, jest to miejsce, gdzie pokazujemy swoją profesjonalną osobowość – a to zasadniczo zmienia wiele rzeczy. Facebook to przede wszystkim platforma lifestylowa, gdzie toczy się też życie prywatne. Na LinkedInie budujemy i pokazujemy przede wszystkim swój profesjonalny wizerunek i w dobrym tonie, a nawet wskazane jest przeglądać profile i aktywności innych użytkowników. Po trzecie, algorytm decydujący, czy nasz post zobaczą inni użytkownicy, działa inaczej, jest bardziej przewidywalny niż sztuczna inteligencja na Facebooku i często daje większe efekty w postaci dotarcia do wpływowych osób. Różnic oczywiście jest więcej, to tylko kilka wybranych przykładów. 5. Dobry profil na LinkedInie to podstawa Dobry profil to Twoja wizytówka w świecie profesjonalistów i podstawa budowania zaufania online. Aby był skuteczny, powinien opowiadać o Tobie historię w sposób interesujący dla osób, z którymi chcesz budować relacje. Dlatego spraw, by był uzupełniony w pełni (zdjęcie, nagłówek, informacje, doświadczenia, wykształcenie, umiejętności, rekomendacje…) oraz spójny z Tobą. Przede wszystkim niech mówi o tym, komu i w czym możesz pomóc.     6. Płatna reklama na LinkedInie Możliwości cały czas rozwijanego panelu reklamowego na LinkedInie są bardzo atrakcyjne. Na pewno warto zwrócić uwagę na format reklamowy InMail, który potrafi być bardzo skuteczny. A przede wszystkim możliwości targetowania po nazwach firm, branżach czy stanowiskach osób w firmach. Pomimo wielu podobieństw do menedżera reklam na Facebooku do prowadzenia kampanii reklamowych na LinkedIn polecam podejść zdecydowanie ostrożniej. Na LinkedIn reklama jest kilkukrotnie droższa i znacznie łatwiej przepalić pieniądze. Wiąże się to z tym, że na LinkedInie jest świat biznesu, w którym ścieżka decyzyjna zwykle wygląda inaczej w porównaniu z Facebookiem. Tu konieczne jest zastosowanie lejka sprzedażowego. Dlatego zalecam najpierw zacząć od działań jako osoba, potem strona firmowa, a kiedy Twoja firma będzie rozpoznawalna – wesprzeć działaniami płatnymi. 7. LinkedIn to świetne źródło wiedzy o rynku i konkurencji Na LinkedInie także możemy podejrzeć konkurencję. Można zobaczyć, jak ona sobie radzi, jak działa, co robi, z kim współpracuje, kogo ma w kontaktach. Możemy się także inspirować pewnymi osobami. Obserwowanie firm pozwala również na reagowanie wówczas, gdy np. firmy te otwierają nowe biura, szukają pracowników. A gdy takowa firma szuka pracowników, mamy możliwość odezwać się i zaoferować coś od siebie. Poprzez obserwowanie firm można również zobaczyć, które się rozrastają, a które wręcz przeciwnie – maleją. Jest naprawdę sporo możliwości. Na LinkedInie nie tylko możemy obserwować wybrane osoby i firmy czy konkurencję, co niewątpliwie też może być źródłem wiedzy, ale również czytać i publikować własne posty i artykuły. Tu najlepiej sprawdzają się treści merytoryczne (np. studium przypadku wdrożenia w firmie x) niż rozrywkowe, choć tych ostatnich też niestety ostatnio coraz więcej. 8. LinkedIn to świetne miejsce na pozyskanie pracowników Tak, jest to też platforma rekrutacyjna. Opcji znalezienia pracy czy też pracownika jest wiele. Można to zrobić poprzez wykupienie ogłoszeń na LinkedInie, publikację postów z ofertami pracy czy też wyszukiwanie i bezpośrednie kontaktowanie się z interesującymi potencjalnymi pracownikami. Co na...
1 2 3 4 25
Strona 2 z 25