Wywiady i inspiracje

Janusz Dzięcioł: Od Big Brothera do Bohatera

Janusz Dzięcioł z wnuczką
Janusz Dzięcioł / fot. Archiwum własne
358wyświetleń

Praca to nie wszystko

Janusz Dzięcioł z wnuczką
Janusz Dzięcioł / fot. Archiwum własne

Gdyby przeprowadzić ankietę na najbardziej znienawidzoną grupę zawodową w Polsce, zawód strażnika miejskiego miałby całkiem spore szanse, może nie na zwycięstwo, ale z pewnością na „zdobycie” wysokiej i mocnej pozycji w takim rankingu. Mój dzisiejszy rozmówca jest jednak chodzącym zaprzeczeniem dość stereotypowej i negatywnej opinii w tym temacie. W 2001 roku jako komendant Straży Miejskiej w Świeciu, dzięki głosom i sympatii, którą zaskarbił sobie u widzów, został pierwszym zwycięzcą programu Big Brother, zostawiając w polu młode wilki, które już ostrzyły sobie zęby na myśl o świetlanej wizji kariery celebryty. Strażnik miejski, radny, aktor, poseł, a prywatnie mąż, ojciec i dziadek w jednej osobie – Janusz Dzięcioł.

Panie Januszu, staram się wysilić swoje szare komórki, ale pewnie nie tylko w moim mózgu, w zakładce „Straż Miejska – postacie pozytywne” jest Pan od dawna samotnym mieszkańcem. Nie smutno tak Panu? 

To bardzo miłe, ale proszę pamiętać, że od dobrych kilku lat jestem politykiem. A ta grupa zawodowa może śmiało konkurować ze strażnikami w zawodach nielubianych. W każdym razie, cenię sobie wyzwania.

A gdyby tak ktoś z dawnych kolegów odwiedził Pana i zaproponował: Janusz, wpadliśmy na pomysł, aby powołać departament PR, który miałby dbać o poprawny wizerunek Strażnika Miejskiego. Nie mamy kogo tam zatrudnić, bo jedyną osobą, która ma w tym obszarze jakieś sukcesy, jesteś Ty. Pomóż! Co by Pan zrobił?

PR to niezwykle ciekawa dziedzina, ale pozostawię ją zawodowcom.

„Straż miejska w takiej formie, w jakiej jest, powinna zostać zlikwidowana”. Zrobiło się spore zamieszanie po tym, jak jedno z mediów podpisało ten cytat Pana nazwiskiem. Uznał Pan tę wypowiedź za manipulację słowną i na swojej stronie wydał oświadczenie w tej sprawie.

W zasadzie nie mam nic więcej do dodania. Wszystko jest we wspomnianym oświadczeniu. Walka z nierzetelnym dziennikarstwem to niestety walka z wiatrakami. Stąd moja natychmiastowa reakcja na portalach społecznościowych i stronie internetowej.

Reforma Straży Miejskiej jest konieczna – tak czy nie?

Tak.

A zatem jak powinna wyglądać?

To nie jest temat, który da się zamknąć w dwóch zdaniach. Prawdziwa reforma powinna dotyczyć nie tylko ponownego określenia kompetencji, ale również w końcu wyjaśnić status SM w szeregu służb mundurowych. To jest duży problem. SM, wbrew obiegowej opinii, nie zakłada tylko blokad na koła. Strażnicy są wzywani do bójek, awantur domowych, patrolują ulice nocą (również wspólnie z policją). Niektórych z tych obowiązków nie da się wykonywać po 60-tce. Ale to trudny temat. Ani system, ani społeczeństwo nie są gotowe na tego typu rozważania. W trudnych czasach, przywilejów emerytalnych odmawia się nawet policjantom. A ja osobiście wolałbym w sytuacji zagrożenia, liczyć na policjanta czy strażnika w sile wieku.

„Jeśli strażnik miejski zna swoją rolę w mieście, znają ją ludzie, to wszyscy przestrzegają przepisów. Szanują strażnika. Zamiast patrzeć na niego z nienawiścią, podchodzą się przywitać”. To z Pana oficjalnej strony internetowej. Piękna wizja, tyle tylko, że nijak ma się do rzeczywistości. Wystarczy wpisać w znanym portalu z filmami video „straż miejska” i można do obrzydzenia oglądać nagrane na żywo filmy, z których wyrasta obraz strażnika jako, powiedzmy to dyplomatycznie, kogoś bardzo mało przyjaznego…

Na szczęście większość rozsądnych osób wie, że liczba negatywnych filmów nie jest rzetelnym odzwierciedleniem rzeczywistości. Ludzie mają to do siebie, że bez problemu wrzucą film, w którym uwiecznili chamskiego strażnika. Jeśli mieliby nagrywać każdą pożądaną interwencję SM, nie jest to już takie oczywiste. Nie można mieć pretensji do strażników, że wystawiają mandaty za łamanie przepisów. Proszę również pamiętać, że w ogromnej mierze, interwencje SM wynikają ze zgłoszeń obywateli. Co wtedy ma powiedzieć strażnik przyjmujący zgłoszenie? „Nie pojedziemy do zaparkowanego na zakazie samochodu, bo nie będą nas lubić Pana sąsiedzi”. Przyzna Pan, że to dość kuriozalne.

Szczerze powiem, że chciałbym, abyśmy doczekali się takich funkcjonariuszy, bez względu na to, jak będziemy ich nazywać, których będziemy traktować w sposób, w jaki Pan to opisał. Pan ma na tym polu sporo do zdziałania, ludzie Pana lubią i ufają. To spory kapitał, ale też spora odpowiedzialność.

Nie przeceniam swojej roli. Skupiam się na tym, co faktycznie mogę zrobić i jak każdy, czekam na pozytywne efekty.

Dobrze, zostawmy już ten temat. Jak to jest z tą sławą telewizyjną? Pomaga w życiu czy przeszkadza?

To zależy, czy potraktujemy ją jako cel, czy jako narzędzie. Jeśli popularność jest celem, to rozmieniamy się na drobne. Jednak jeśli uda nam się stać rozpoznawalnym, to warto przekuć to w pozytywne skutki.

Czy zetknął się Pan z sytuacją, w której fakt, że stał się Pan osobą publiczną, sprawił, że życie stało się łatwiejsze i przyjemniejsze? Choćby z tak błahego powodu, że Pani na poczcie była miła? tak często mówi się o tym, że jako społeczeństwu brakuje nam uśmiechu i wzajemnej życzliwości. Zastanawiam się, czy tacy po prostu jesteśmy, czy gdy chcemy, to potrafimy być inni? Pan jest dobrym przykładem człowieka, który przeszedł drogę od strażnika miejskiego do swego rodzaju „gwiazdy” telewizyjnej i w końcu parlamentarzysty. Ma Pan spore doświadczenie w ocenie naszej mentalności.

Na szczęście zdarza mi się bardzo często, że ludzie są dla mnie mili. Mam nadzieję, że nie wynika to tylko z faktu, że znają moją twarz. Ale pewnie nie mogę tego wykluczyć. Nie generalizowałbym jednak. Ludzie mają swoje problemy i nie zawsze muszą mieć ochotę na uśmiech. Staram się to rozumieć, tym bardziej, że sam też miewam gorsze dni. To trywialne, ale wolę tak podejść do sprawy niż postrzegać Polaków jako szczególnie ponurych. Zresztą poza granicami odbierani jesteśmy jako dość uśmiechnięty naród. Nie raz spotkałem się z taka opinią.

Jak z perspektywy czasu ocenia Pan to, co w ciągu ostatnich kilkunastu lat wydarzyło się w polskim show businessie? Być może to kwestia wieku, ale jestem przekonany, że znajdzie się spora grupa osób, która nie wie, kto wygrał ostatnią edycję Tańca z Gwiazdami, mimo że chętnie ją oglądali, ale pamiętają Pana, Klaudiusza czy Gulczasa. Zmierzam do tego, że dziś mamy chyba przesyt jedno-sezonowych gwiazd i gwiazdeczek. Gdybyście dziś wystartowali z Big Brotherem to pewnie nie zostałby Pan gwiazdą Grudziądza, której na ulicach kibicuje pół miasta?

Muszę przyznać, że od kilku dobrych lat w TV oglądam tylko sport, dobre filmy i czasem programy informacyjne. Nie mam ani czasu, ani ochoty na telewizyjną rozrywkę. Tym samym, słabo znam kondycję polskiego show businessu. Ale faktycznie słyszę bardzo często, że I edycja Big Brothera była niezapomniana. To jest strasznie miłe!

„Janusz stara się, by w kontaktach z 19-letnią córką ograniczyć swoją władczość i stanowczość. Przyznaje jednak, że nie jest to łatwe. Wie, że jest bardzo wymagający i potrafi być apodyktyczny. Dlatego stara się nad sobą panować . Jego córka ma wielu przyjaciół i znajomych, ale nie ma chłopaka. Janusz uważa, że współczesna młodzież jest mądrzejsza niż wtedy, gdy on był młody”. Wie Pan, co to za cytat?

Wiem, że tak mówiłem. I to była prawda. Ale gdzie to „poszło”, powiem szczerze, nie pamiętam…

Trochę się pozmieniało. Pana córka jest już mężatką, a Pan szczęśliwym dziadkiem dwójki wnucząt. Udało się zapanować nad swoją władczością i apodyktycznością? Jaki dzisiaj jest Janusz Dzięcioł?

Tak, minęło już dużo czasu. Moim zdaniem trochę złagodniałem, ale nie wiem, czy córka też tak myśli. Kasia ma wszechstronną wiedzę, nie boi się wypowiadać swoich poglądów i muszę przyznać, że często pytam ją o zdanie. Nawet jeśli mamy odmienne opinie, to lubię wiedzieć, co myśli. A wnuczki? Są cudowne! Przy nich nigdy nie jestem apodyktyczny. Wręcz przeciwnie – zupełnie mnie rozbrajają. Zięć jest wartościowym człowiekiem. Mamy wspólne pasje i zainteresowania. Cenię go jednak przede wszystkim za to, że doskonale sprawdza się jako mąż i tata.

Dodaj komentarz