archiwumSocial media

Mała firma w sieci

Marka na Instagramie. 5 rzeczy, o których nie możesz zapomnieć

Prowadzisz profil marki na Instagramie, a może dopiero planujesz go założyć? Niezależnie od tego, czy jesteś w trakcie swojej drogi, czy dopiero planujesz ją rozpocząć, musisz pamiętać o kilku rzeczach, od których zależeć będą Twoje wyniki. Część z nich wydać może Ci się oczywista, zapewniam Cię jednak, to w związku z nimi popełniamy najwięcej błędów! Przeczytaj artykuł, wypisz wskazane elementy, a następnie wracaj do nich zawsze wtedy, gdy planujesz nowe treści.   1. Strona wizualna  Czy pamiętasz jeszcze, że Instagram to platforma wizualna? Pierwszym elementem Twojej publikacji, który ma szansę przyciągnąć wzrok oraz zainteresować odbiorcę, jest wygląd Twojej treści. Nawet najlepszy opis nie zachęca do jego przeczytania, jeśli w pierwszej kolejności nie robią tego zdjęcie, grafika lub film. W zakładce hashtagów, lokalizacji, karcie Eksploruj, a nawet w Twoim profilu widzimy przede wszystkim miniaturę obrazu, który wpływa na to, czy zdecydujemy się obejrzeć go w pełnej okazałości.   Dlatego tworząc nowe posty, zadbaj o ich czytelność oraz jakość, nie tylko pod względem technicznym, ale również estetycznym.   Jeśli prezentujesz produkt, który jest główną tematyką zdjęcia, ukrycie go w gąszczu innych przedmiotów również nie jest najlepszym pomysłem. Zwykle nie skanujemy zdjęć tak wnikliwie i skupiamy się na elementach, które wyróżniają się na tle całego obrazu. Postaraj się nadać zdjęciom nowy, niepowtarzalny styl – poprzez kolorystykę, stworzenie historii lub po prostu wyróżniający je element. Podczas promocji zdjęć i filmów w hashtagach, za pośrednictwem reklam lub wtedy, gdy wyświetlają się użytkownikom na bazie ich zainteresowań w karcie Eksploruj, konkurujesz z innymi, podobnymi do siebie profilami. Przyjęcie pozycji kolejnego klona wśród innych takich samych postów nie przyniesie Ci nowych odbiorców i ich zainteresowania.     2. Znajomość odbiorców marki Niezależnie od tego, czy jedynie publikujesz posty na Instagramie, czy poszerzasz swoje działania o płatne reklamy, Twoje treści powinny docierać do właściwych odbiorców. Właściwy odbiorca to inaczej potencjalny klient Twoich usług oraz produktów, czyli osoba, która już jest bądź może być nimi zainteresowana. W teorii wiemy o tym wszyscy, w praktyce, gdy rozpoczynamy działania, często pomijamy tę kwestię, atakując naszymi postami przypadkowe osoby. To jeden z najczęstszych błędów, który jednocześnie skutecznie zniechęca do publikowania w platformie. Jak go uniknąć? Przede wszystkim ustalić, dla kogo publikujesz. Możesz zrobić to na wiele sposobów, na przykład tworząc marketing persony, czyli idealnych klientów Twojej marki. Zadaj sobie pytanie o to, kim oni są, jak spędzają dzień, z jakimi problemami się borykają. Możesz przygotować ich postacie w arkuszach, nadając im konkretne imiona, nazwiska, wiek czy pochodzenie. Następnie publikuj, mając na uwadze, że chcesz, by Twoje posty skierowane były konkretnie do tych osób. Podczas tworzenia person wykorzystaj dane analityczne Twojego profilu (np. statystyki Instagrama), a jeśli posiadasz stronę internetową, możesz pokusić się również o wsparcie informacjami z Google Analytics.     Jeśli masz taką możliwość, możesz również zadać pytania bezpośrednie w postaci ankiety obecnym klientom.   3. Promocja na Instagramie – maksymalna ekspozycja treści Podczas promocji treści na Instagramie możemy wykorzystać wiele nośników, za pomocą których zwiększy się jej widoczność. Jednymi z najpopularniejszych metod są: hashtagi, dodawanie lokalizacji, współpraca z influencerami oraz reklamy. Warto dbać o to, by każdy z tych elementów był odpowiednio zoptymalizowany pod Twojego klienta, treść oraz cele, jakie chcesz osiągnąć. Hashtagi powinny przedstawiać to, co faktycznie znajduje się na fotografii. Mogą również określać okoliczności czy miejsce (na przykład konkretne wydarzenie bądź lokal) jej powstania.  Dzięki temu ułatwisz dotarcie do Twoich postów osobom, które zainteresowane były zawartością Twojego zdjęcia. Nie warto korzystać z popularnych oraz ogólnych hashtagów, ponieważ charakteryzują się ogromną konkurencją, a jednocześnie nie określają intencji osoby, która je przeszukuje (np. #love, #like). Do wyszukiwania hashtagów oraz monitorowania ich wyników możesz skorzystać między innymi z rozwiązania IQhashtags. W przypadku lokalizacji docieramy do osób, które być może będą zainteresowane zapoznaniem się z danym miejscem przed jego odwiedzeniem. Może być to Twoje biuro, restauracja lub inne miejsce, które odwiedzają Twoi klienci w związku z Twoją działalnością. Podczas współpracy z influencerem pamiętaj natomiast, że interesuje Cię głównie jego społeczność i to, czy rzeczywiście jest ona odbiorcą Twojej oferty. Nawet twórcy o ogromnym zasięgu mogą nie być wystarczająco przekonujący dla swoich obserwatorów, jeśli produkt nie jest skierowany do nich. Analizując influencerów, możesz przyjrzeć się specjalnym rozwiązaniom do wyszukiwania odpowiednich twórców (w Polsce prym wiedzie narzędzie Influtool). Jeśli posiadasz już własną listę osób, z którymi chciałbyś współpracować, ich profile możesz prześwietlić za pomocą np. SocialAuditor.io, które sprawdzi ich obserwatorów pod względem jakości, zainteresowań czy ogólnych danych demograficznych.   4. Planowanie postów – regularność publikacji oraz spójność profilu Podejrzewasz, że istnieje zagrożenie w postaci deficytu treści bądź czasu na publikację nowych postów? Planowanie oraz tworzenie materiałów na kilka tygodni do przodu jest zawsze dobrą strategią.   Regularność publikacji na Instagramie jest bardzo ważna.   W ten sposób przyzwyczajasz swoich odbiorców do tego, kiedy powinni się spodziewać nowych postów. Z biegiem czasu, nawet jeśli Twoja nowa publikacja nie wyświetli się w ich strumieniu aktywności, część z nich będzie pamiętać o tym, że nowy post powinien się pojawić i zajrzy samodzielnie na Twój profil. Planując posty z wyprzedzeniem, ograniczasz jednocześnie wiele stresu związanego z gorączkowym wymyślaniem opisu i szukaniem zdjęcia, gdy nadejdzie kolejny termin publikacji. Do szybkiego planowania nowych treści możesz skorzystać z bezpłatnego rozwiązania, Creator Studio Facebook. Planowanie postów w dłuższej perspektywie pozwala również zaprojektować to, jak będzie wyglądać Twoja siatka. W tym celu możesz skorzystać z płatnych rozwiązań, takich jak Later czy Planoly.     5. Zaangażowanie odbiorców – budowanie i podtrzymywanie relacji z odbiorcami Twój profil oraz nowe treści z niego pochodzące wyświetlą się przede wszystkim Twoim aktualnym obserwatorom. To ich zaangażowanie decyduje o tym, jakie wyniki zdobędą Twoje publikacje w hashtagach, lokalizacjach oraz zakładce Eksploruj. Wielu twórców oraz marki zapominają o tym, by obok ciągłego zwiększania zasięgu treści i docierania do nowych osób, dbać o aktualną społeczność. Takie podejście może w efekcie negatywnie wpływać na jakość promocji publikacji w całej platformie i przyczyniać się do coraz gorszych wyników. Słabsza relacja wpływa na to, jak często Twoje treści wyświetlają się w aktualnościach Twojej społeczności, a tym samym jak często i czy w ogóle ona na nie reaguje.   Prowadząc profil na Instagramie, pamiętaj...
Mała firma w sieci

Vlogowanie na YouTubie. Czy warto zawracać sobie nim głowę?

Szefowie firm i działów marketingu coraz częściej zadają sobie to pytanie. Krążą bowiem na ten temat różne teorie. Jedna z nich mówi, że z vlogowaniem firmowym powoli jest tak, jak niegdyś z obecnością w Google: jeśli Cię tam nie ma, nie istniejesz. Druga zaś, iż to kosztowne i zarazem mało efektywne działanie. A jak jest naprawdę? Postanowiłem przekonać się o tym na własnej skórze i w piątek, 13 marca tego roku uruchomiłem na YouTubie firmowy kanał. Oto moje wnioski po wyprodukowaniu ponad 20 odcinków. Firmy i eksperci potrzebni od zaraz Niestety, platforma YouTube (podobnie jak Facebook) w oczach wielu firm to nadal serwis dla nastolatków. Ale nic bardziej mylnego. Tak się składa, że najmocniejszymi trendami dzisiejszego YouTube’a nie są wcale treści gamingowe (dla graczy) czy tzw. lolcontent (dla nastolatków), lecz gospodarka i przedsiębiorczość. Tym samym już teraz coraz lepiej radzą sobie kanały inwestycyjne, usługowe i – oczywiście – eksperckie. Dorosła część widzów platformy, która nieustannie się powiększa, poszukuje właśnie na YouTubie wiedzy i wartościowych treści. Kto może je dostarczyć? Bez wątpienia firmy, ale te – z racji tego, iż YouTube pozwala dowolną liczbę materiałów wideo publikować za darmo – traktują platformę jako „miejsce do przetrzymywania” m.in. filmów instruktażowych. Niestety, to droga niegenerująca interakcji i zainteresowania. A – co gorsza – pokazująca, że firma nie rozumie kompletnie tego kanału komunikacji. Co firmy powinny publikować na YouTubie? Tak jak dziś każda platforma, tak i YouTube ma swój tzw. „kontekst”. Publikowanie wspomnianych filmów instruktażowych może i nie byłoby najgorszym pomysłem, gdyby tylko zostało podane w przystępnej formie. Co to znaczy? Przede wszystkim należy brać pod uwagę, że obecność firmy na YouTubie to dobry sposób edukowania obecnych i potencjalnych klientów o swoich produktach czy też usługach. Idealnym przykładem może tu być vlog Łączymy Technologię krakowskiej firmy Eltcrac System. W rolę vlogera kanału wcielił się sam prezes firmy, który z przymrużeniem oka prezentuje produkty i technologie. Co ciekawe, kanał powstał spontanicznie kilka dni po ogłoszeniu w Polsce pandemii i był pewnego rodzaju antidotum na tę stresującą sytuację, w której znalazła się firma. Prezes wraz z zespołem uznali, że firmowy vlog to najlepsze narzędzie do zdalnej komunikacji z obecnymi i potencjalnymi klientami. Taka spontaniczność to jednak wyjątek od reguły. Firmy zazwyczaj starają się dogłębnie analizować i kalkulować, czy warto wchodzić na YouTube’a. Przeglądają dostępne artykuły w sieci i... tu wracamy do wstępu niniejszego artykułu, czyli dezinformacji. Są jednak i tacy, którzy pomijają element researchu i od razu zwracają się o pomoc do doświadczonych youtuberów. Tak było w przypadku JYSK Polska, który we współpracy z kanałem Mówi Kamera uruchomił firmowego vloga. Efekt? W pierwszym odcinku szef JYSK zdradził, jak prawidłowo należy wymawiać nazwę sieci, gdzie była pierwsza siedziba w Polsce i jak przez lata zmieniała się sieć sklepów. W kolejnych odcinkach już sami pracownicy sieci opowiadają i pokazują, jak wygląda na co dzień ich praca. A wszystko to w bardzo przyjemnej formie – aż chce się oglądać. Ten vlog to zdecydowanie mój faworyt! Od czego zacząć vlogowanie? W biznesie jedno jest pewne: czy to nowe produkt bądź usługa, nowy dział, nowy rynek – początki zawsze bywają trudne. W tzw. vlogosferze drzemie jednak zasada znana z Doliny Krzemowej, gdzie powstaje cała masa start-upów. A brzmi ona mniej więcej tak: Uruchamiaj jak najszybciej, analizuj i poprawiaj. Zapowiadając więc start własnego vloga, zapytałem kilku vlogerów, od czego zacząć? Niemalże każda odpowiedź brzmiała tak samo: „Włącz kamerę, nagrywaj, co siedzi ci w głowie, zmontuj to i wrzucaj na YouTube’a”. Brzmi jak wyzwanie, ale w mojej ocenie dla kanałów firmowych niekoniecznie musi być to droga do sukcesu. Spontaniczność i idąca z nią w parze autentyczność bez wątpienia pomagają. Choć i tu wkrada się mała dezinformacja. Znany polski youtuber, Krzysztof Gonciarz, przyznał w jednym z ostatnich swoich odcinków, że po latach doświadczeń stwierdza, iż na YouTubie chętniej oglądane są filmy gorzej zmontowane, chaotyczne. Nie wziął jednak chyba pod uwagę faktu, że kręci vloga bardzo drogą kamerą, ma własnych montażystów i dba o dobre udźwiękowienie każdego odcinka, a większość z pozyskanych subskrybentów (których ma już ponad 1 milion) uzyskał właśnie dzięki profesjonalnym ujęciom. Niemniej jednak nie mam co do tego wątpliwości, iż materiały eksperckie powinny być wykonane profesjonalnie. Nie są adresowane do nastolatków, a zatem powinny być – jak to się mówi – PRO. Rekomenduję zatem przed tworzeniem własnego kanału spędzić kilka godzin, szukając na YouTubie vlogów biznesowych, wypunktować mocne strony tych najlepszych, przyjrzeć się statystykom i – co wcale nie mniej ważne –zajrzeć do komentarzy. Można tam znaleźć wiele cennych uwag, a nawet ciekawe wskazówki od widzów. Ile kosztuje uruchomienie kanału? Publikowanie na YouTubie jest darmowe, ale tworzenie wartościowych treści to już inwestycja. I nikt mnie nie przekona, że wystarczy wyłącznie smartfon z dobrym aparatem. Każdego vlogera czeka zakup kamery, mikrofonów, lamp, statywów. Rzecz jasna, dużo zależy od pomysłu. Jeśli kanał ma być nagrywany wewnątrz firmy, to należy się liczyć z kosztami stworzenia studia i oczywiście – znaleźć na nie miejsce. Eltcrac System wykorzystał w tym celu salę konferencyjną. Z kolei JYSK udowodnił, że można zrobić dobrego vloga wewnątrz firmy bez większych inwestycji w infrastrukturę – odcinki kręcone są w sklepach, w magazynach i na świeżym powietrzu. Sam również uznałem, że jako Pan Matusiak nie chcę zamykać się w studiu, dlatego też wyszedłem z kamerą na miasto i to właśnie w takiej scenerii kręcę niemalże każdy odcinek vloga. Minusem bez wątpienia jest tu pogoda, która – jak wiemy – bywa kapryśna, a do tego utrudnieniem może być gwar ulicy, co wiąże się z zakupem odpowiednich mikrofonów i rejestratorów dźwięku. A im więcej ścieżek z audio, tym montaż staje się większym wyzwaniem. Należy wówczas pamiętać o klaskaniu przed rozpoczęciem rozmowy z gościem. Montażyści będą za to rozwiązanie chwalić. Obiecuję. Jak długo trzeba czekać na efekty? Jedni fachowcy od vlogowania twierdzą, że przy tworzeniu kanału należy uzbroić się w cierpliwość i konsekwentnie tworzyć filmy minimum przez rok, a nawet dwa – trzy lata. Inni zapewniają, że już po kilku odcinkach widać, czy dany kanał ma potencjał. Prawda jest pewnie gdzieś pośrodku, aczkolwiek i tak wszystko jest kwestią wielu czynników. Kanał Łączymy Technologie ma obecnie ponad...
Dziewczyna z uśmiechem z arbuza
Mała firma w sieci

Każdy ma swoją historię. Zacznij świadomie opowiadać własną – online 

Teraz, kiedy komunikacja online zyskała tak bardzo na znaczeniu, warto przemyśleć, jak odnaleźć się w niej ze swoją marką. Wygrają Ci, którzy nie będą działać po partyzancku, a postawią na długofalową strategię.   Bądź uważny Będąc młodym chłopakiem, początkowo nie miałem na siebie pomysłu, ale wiedziałem, że chcę wieść życie nieprzeciętne, niezależne i wypełnione pracą, która będzie moją pasją i pozwoli mi się realizować. Wchodząc na ścieżkę zawodową dość szybko zauważyłem swoje naturalne kompetencje i zacząłem je konsekwentnie rozwijać. Świat zmieniał się, ja wraz z nim, zauważając bieżące potrzeby klientów i wychodząc im naprzeciw, oferując konkretne i skuteczne rozwiązania. Gdy rozpocząłem studia drugiego stopnia na kierunku Zarządzanie, właściwie natychmiast wiedziałem, o czym chcę pisać swoją pracę magisterską. Nigdy nie kryłem się z moją uważnością na codzienność, czytanie znaków i sygnałów, jakie każdego dnia docierają do mnie ze świata. To właśnie ta uważność niejednokrotnie była dla mnie drogowskazem, dzięki któremu nie zboczyłem z kursu i byłem w stanie podejmować dobre dla mnie decyzje. Tak było i tym razem. Pewnego dnia podczas pracy w domowym biurze moją uwagę przykuł reportaż telewizyjny o zawodach przyszłości. Jednym z ekspertów był dr Mateusz Grzesiak, jeden z najbardziej rozpoznawalnych coachów w Polsce. W rozmowie podkreślał znaczenie nowych zawodów, których młodzi nauczyli się nie na studiach, a idąc z duchem i rozwojem internetu. Mówił o youtuberach, blogerach, vlogerach czy social media managerach, których obecnie zatrudniają wszystkie firmy chcące sprawnie prowadzić swoją komunikację. Reaguj na zmiany Tak, żyjemy w ciągłej zmianie. 10 lat temu nikt nie przypuszczał, że na blogu będzie można zarobić i to kolosalne pieniądze. Nikt nie sądził wtedy również, że wykształci się grupa nowych zawodów, które będą funkcjonować wyłącznie w sieci, a ludzie będą mieli biuro wszędzie tam, gdzie postawią laptop i podłączą się do internetu.   W tak zwanym świecie VUCA zwycięża ten, kto zauważa zmianę i reaguje na nią odpowiednio szybko.   Dziś już nikt nie śmieje się z niegdysiejszych szafiarek, które za jedno zdjęcie na Instagramie potrafią zarabiać tyle, ile przysłowiowy Kowalski przez cały rok pracy na etacie. A dziś, w obliczu kryzysu związanego z pandemią, biznes przenosi się do sfery online jak nigdy przedtem. Więc kto będzie umiał, kolokwialnie mówiąc, ogarniać social media, ten będzie umiał ogarniać biznes. Docieraj do społeczności Kluczowe jest jednak zrozumienie, jakimi prawami rządzą się media społecznościowe. Co w nich działa, a co nie, kto nadaje im kształt i wyznacza standardy? I w końcu – co zrobić, żeby zostać zauważonym i wybić się na tle konkurencji? Wiele osób uważa, że na robienie biznesu w social media jest już za późno, że wszystkie miejsca przy stole są już obsadzone i nie ma tortu do podzielenia. Nic bardziej mylnego – wciąż jest jeszcze wiele do zgarnięcia z tego stołu, ale potrzebujesz wyróżnika na rynku, odpowiedniej strategii i systemu, który pozwoli Ci skutecznie działać.   Zasada Pareto mówi, że 20% Twoich nakładów i wysiłku odpowiada za 80% osiąganych efektów.   W mediach społecznościowych widać to bardzo wyraźnie. Tylko 20% osób lub firm zarządzających własną marką osiąga sukces, podczas gdy 80% działa bez wyraźnej i konkretnej strategii. Umówmy się – dziesięć lat temu taka partyzantka miała rację bytu, ale dziś – gdy rynek jest nasycony markami od gigantów po małe butikowe firmy – nie ma miejsca w takich działaniach na przypadkowość i chaotyczność. Tutaj muszą być system i strategia. Wrócę do mojej pracy magisterskiej – zauważyłem dość wcześnie potrzebę świadomego budowania marki osobistej nie tylko offline, ale przede wszystkim w social media i działaniach internetowych. Jeśli z samego Facebooka korzysta 15 milionów Polaków, a 11 milionów wchodzi codziennie do aplikacji, to oznacza 11 milionów potencjalnych klientów. To ogromny potencjał dla każdego przedsiębiorcy. Wymagania klientów względem marek zmieniły się i poszły wysoko do góry, inwestowanie w budowę wizerunku własnej firmy oraz marki osobistej przestały więc być fanaberią, a stały się koniecznością, by zaistnieć na rynku. Jednak pomimo iż dziś, w roku 2020 już to wiemy, to nadal dane są zaskakujące: 20% (z 15 milionów) osób nie ma celu i nie wie, jak korzystać z narzędzi, jakie dają media społecznościowe; 30% ma określony cel, ale nie ma umiejętności i wiedzy, jak wykorzystywać dostępne narzędzia; 40% działa „na czuja”: funkcjonuje na platformach social media, lecz bez strategii i planu; 10% posiada cel i wiedzę oraz skutecznie i świadomie wykorzystuje media społecznościowe do budowania własnej marki. Tylko 10% wie, jak skutecznie poruszać się w świecie online i korzystać z dostępnych narzędzi do świadomego budowania marki osobistej i marki przedsiębiorstwa. To szalenie mało biorąc pod uwagę fakt, że wiedza jest dostępna właściwie od ręki (eksperci, specjalistyczne kursy online) i to w języku polskim! Bo już nie musimy posiłkować się ekspertami ze Stanów Zjednoczonych. Mamy w kraju świetnych specjalistów, którzy świat online znajdą od podszewki. Działaj długofalowo Social media to fascynujące środowisko, które daje szansę każdemu, trzeba jednak wiedzieć, jak z nich korzystać i jest to warunek konieczny. Teraz nawet bardziej niż kiedykolwiek, bo jeśli raz weszliśmy z biznesem głęboko do sfery online, to już raczej z niego nie wyjdziemy. Ta wiedza nie leży oczywiście na chodniku, ale jeśli potraktujemy to jako inwestycję we własny biznes czy w rozwój osobisty, to zwróci się szybciej niż myślisz, ponieważ często wystarczy wdrożyć jedną małą zmianę, która przyniesie spektakularne rezultaty. Rozumiem, że dla wielu przedsiębiorców codzienna komunikacja w mediach społecznościowych to ogromne wyzwanie. Jednak, wracając do tematu zawodów przyszłości (czy też teraźniejszości, bo the future is now), na rynku funkcjonują specjaliści, którzy nie tylko potrafią napisać post na Facebooku, przygotować grafikę czy poprowadzić komunikację z klientami. Są eksperci, którzy od zera kompleksowo budują marki w mediach społecznościowych od strategii i wizerunku przez harmonogram działań aż po codzienną obsługę i pomoc w reagowaniu na sytuacje kryzysowe. Jako przedsiębiorca nie musisz znać się na wszystkim, od tego są eksperci, by wspomóc Cię w Twoim biznesie.   Zmiana jest trudna dla każdego. Jednak to od Ciebie zależy, jak do tej zmiany podejdziesz.   Możesz widzieć w niej zagrożenie, a możesz zobaczyć ocean możliwości. Zachęcam Cię do tego, by w strategicznym i świadomym działaniu w mediach społecznościowych zobaczyć możliwości i szansę dla Ciebie i...
Kamera FB live
Mała firma w sieci

9 zasad skutecznej transmisji live

Firmy przekonały się o tym, że regularne streamowanie buduje autorytet, utrzymuje relacje z klientami i skutecznie zwiększa zasięgi. Szczególnie teraz, gdy wiele biznesów stacjonarnych zmaga się z ograniczonym popytem spowodowanym strachem przed życiem offline. W tym artykule dzielę się swoimi doświadczeniami wynikającymi z setek przeprowadzonych transmisji i dziesiątek błędów, które popełniłem na początku. Wszystko po to, aby ułatwić Ci podjęcie właściwych decyzji oraz usprawnić aktualne działania marketingowe. Zaobserwowałem, że niektóre firmy z różnych względów nadużywają pewnych działań, podczas gdy inne nie mają odwagi, aby chociaż spróbować. Obowiązuje prosta zasada (nie tylko w marketingu): 1% osób tworzy coś nowego i aktywnie kreuje działania. 9% próbuje naśladować (udanie lub nie). 90% biernie ogląda, co robią inni. Do procentów się nie przywiązuj, ponieważ chodzi o zachowanie proporcji. Dlaczego warto robić wejścia na żywo na Facebooku? Główne korzyści, jakie niesie streamowanie, to zwiększenie zaufania do marki poprzez nawiązanie bezpośredniego kontaktu z klientami, budowanie pozycji eksperta (odważnego lidera), a także zwiększenie zasięgów. Jak pokazują statystyki, systematyczne prowadzenie live’ów sprawia, że ze spotkania na spotkanie przybywa osób, które oglądają Cię na żywo! Czy w takim razie live to świetna okazja do zaprezentowania produktu z bliska, zbicia obiekcji klientów dotyczących ceny, jakości, a nawet przydatności produktu? No pewnie! Czy należy tylko sprzedawać? A czy Ty będziesz oglądać live, na którym prezenter zachowuje się tak, jakby prowadził program w modelu telezakupów? Oczywiście, że nie.   W mediach społecznościowych najlepiej sprawdza się metoda sprzedawania bez sprzedaży.   To oznacza, że swoje produkty i rezultaty należy pokazać w taki sposób, aby inni chcieli o to zapytać. Dlaczego streamowanie na Facebooku jest lepsze od wgrywania filmików? Twórcy dużo łatwiej usiąść i kliknąć „Rozpocznij transmisję na żywo” niż nagrywać poszczególne sceny, bawić się w montaż, a następnie renderować i publikować. Tutaj wszystko dzieje się automatycznie po kliknięciu guzika. Ludzie są w stanie wybaczyć więcej pomyłek, gdy wiedzą, że materiał jest publikowany w formie live. Facebook live otrzymuje 6 razy więcej interakcji niż tradycyjne wideo. Ludzie 10 razy chętniej komentują transmisje na żywo. Dodatkowo, materiały nadawane w czasie rzeczywistym cieszą się 3 razy dłuższym czasem oglądania. Transmisja jest dużo bardziej wiarygodna, ponieważ dużo trudniej o postprodukcyjną manipulację zawartości. Co zostało powiedziane, tego nie da się cofnąć, co się pokaże – nie będzie dało się wyciąć, ani upiększyć. Po wejściu na żywo nie ma już odwrotu. #1 W jaki sposób się wyróżnić? Ogólnie w internecie jest sporo materiałów wideo (niekoniecznie w Twojej branży). Chcesz się wybić – zrób to dobrze. a) Przygotuj ładny, estetyczny kadr Złota zasada – pierwszy plan to Ty. Warto zadbać również o to, co mamy za plecami, aby całość wyglądała profesjonalnie (pomyśl nad efektownym tłem). Sporo osób nagrywa na tle biblioteczki z książkami, polecam Ci jednak zastosowanie takiego tła, które jednoznacznie osadzi Cię w klimacie Twojej pracy. Trudno, aby np. szewc ubierał się w garnitur i prowadził transmisję z sali konferencyjnej. Wiesz już, w co się ubierzesz i na jakim tle się ustawisz? b) Zadbaj o dobre oświetlenie Dobre oświetlenie to podstawa. Jeśli jeszcze nie masz profesjonalnego softboxa, nagrywaj przodem do okna. Dzięki temu zyskasz naturalne oświetlenie. Jeśli jednak live odbędzie się wieczorową porą – musisz zadbać o mocne oświetlenie. Nosisz okulary i światło odbija się w szkłach? Żaden problem – wystarczy, że źródło światła ustawisz nad sobą pod kątem 45 stopni. Możesz też wykorzystać filtr polaryzacyjny, który zakłada się na obiektyw. c) Wysoka jakość wideo Korzystam z Logitech Brio 4k i szczerze mogę polecić ten sprzęt także Tobie. Jeśli jednak posiadasz profesjonalne oświetlenie, to sam sprzęt nie musi być Hi-Endowy. Warto również spojrzeć na kamerkę Logitech C920. W ostateczności nowy smartfon też da radę. d) Dobre audio to must have O ile kiepską jakość wideo ludzie Ci wybaczą, o tyle zwieszający się dźwięk, który boli w uszy, jest niewybaczalnym grzechem, dlatego zaopatrz się w profesjonalny mikrofon. Od lat korzystam z mikrofonu Rode Lav+. e) Szybki internet Aby całość sprawnie przebiegła, Twoje łącze musi posiadać prędkość wysyłania danych przynajmniej 15-20 Mb/s. Nawet najlepsza kamera nie pomoże, gdy łącze nie prześle sygnału. #2 Czy dzień transmisji ma znaczenie? Jedni mówią, że tak, inni, że nie. Ja powiem: Sprawdź ;) Faktycznie najbardziej popularne są wtorki i czwartki, jednak wybór tych dni może okazać się ryzykowny. Dlaczego? Ponieważ wtedy najwięcej osób prowadzi transmisje online. Być może w Twoim przypadku sprawdzą się weekendy, gdy konkurencja odpuszcza. Każdy dzień ma swoje plusy i minusy. Dlatego testuj i sprawdzaj. Tylko w ten sposób jesteś w stanie stwierdzić, który dzień okaże się najlepszym dla Ciebie. Pamiętaj, że odpowiednia godzina także robi robotę. Najczęściej live’y odbywają się wieczorem: o godz. 19.00 lub 20.00, musisz jednak wziąć pod uwagę, kim są Twoi odbiorcy. Jeśli to mamy dzieci w wieku przedszkolnym – 20.00 może okazać się strzałem w kolano. Wszak to czas kąpieli i usypiania ;) #3 Jak aktywizować ludzi podczas live’ów? Wyobraź sobie, że Twój znajomy zaprasza Cię na domówkę w sobotni wieczór. Przychodzisz, po czym on odpala telewizor i totalnie nie zwraca na Ciebie uwagi – jak się czujesz? Tak samo jest w przypadku live’ów - jeśli zapraszasz ludzi, to ich ugość, pokaż, że są dla Ciebie najważniejsi! Transmisji nie robisz dla siebie, dlatego angażuj swoich widzów, zadawaj im pytania, weryfikuj, czy wszystko rozumieją, reaguj na ich komentarze i wnioski. Dzięki temu poczują, że robisz to dla nich i że zależy Ci na przekazaniu wartościowej wiedzy. Dodatkowy bonus? Im więcej komentarzy, tym większe zasięgi. #4 Co zrobić, aby wzmocnić odbiór? „Baw się” energią uczestników. Jak wskazują badania, średnio co 7 minut ludzki mózg odcina się od jednolitych komunikatów przekazywanych na tym samym poziomie energii. Jeśli chcesz mieć pewność, że widzowie wciąż Cię słuchają i są skoncentrowani na tym, co chcesz im przekazać, zmieniaj ich stan. Przeprowadź ćwiczenie. Proś o odpowiedź, opowiedz coś ważnego w zabawny sposób, ale zaraz po tym przekaż informację poważnym tonem albo sprytnie wpleć wzruszającą lub przerażającą historię. Ma się dziać! #5 Jak skutecznie zwiększać zasięg? Coś, co osobiście Ci rekomenduję to crossowanie społeczności. To sytuacja, w której zapraszasz do siebie na live branżowego eksperta, który ma większy autorytet lub zasięg niż Ty. Dzięki temu:...
Mała firma w sieci

Pandemia na Facebooku, czyli jak teraz zarządzać marką w social media

Ostatni czas to niezwykłe wyzwanie dla biznesów i gospodarek. To, czego od marca doświadczamy, jest bezprecedensowe. Takiej izolacji społecznej nikt się nie spodziewał i nikt się na nią nie przygotował.   Sytuacja, z którą przychodzi się mierzyć przedsiębiorcom, wywołana przez pandemię COVID-19, jest bardzo dynamiczna. Początkowa niepewność i obawy związane z panicznymi reakcjami ludzi, rządów i marek zaczynają ustępować miejsca logice, kalkulacji ekonomicznej i próbom stawienia czoła nowym okolicznościom. Pandemia spowodowała, że w ciągu kilku dni musieliśmy przenieść się do sieci i odnaleźć się w życiu online. Zmiana ta dotyczyła większości obszarów naszego życia. Od zakupów po poszukiwanie informacji i kontakty towarzyskie – wszystko przeniosło się do internetu. Dlatego nastąpił duży zwrot w kierunku mediów społecznościowych. Szczególnie, że użytkownicy znacznie chętniej spędzali tutaj czas. Prawie dwukrotnie wzrósł wskaźnik korzystania z social media podczas lockdownu – jak wynika z badań Natalii Hatalskiej*. Przed pandemią w bardzo dużym stopniu korzystało z nich 12% Polaków, podczas pandemii – 22%. Osoby, które zarządzają markami, także stanęły przed wyzwaniem. I sprawdzianem jednocześnie. Jakie predykcje dla marek wyniknęły z pierwszego etapu kryzysu? Zamknięcie w domu całych rodzin. Przeniesienie głównych aktywności do sfery online – nauka, praca, rozrywka, aktywność fizyczna, życie duchowe. Zamrożenie niektórych możliwości zakupowych (obiad w restauracji, wizyta u fryzjera). Zmniejszenie potrzeb konsumenckich. Wreszcie – strach przed nieprzewidywalną przyszłością. Zrozum, gdzie jest Twoje miejsce Najnowszy raport Brands Get Real** pokazuje, że 91% ludzi wierzy w siłę społeczności internetowych do łączenia ludzi , a 78% konsumentów chce, aby marki korzystały z mediów społecznościowych, by pomóc ludziom się ze sobą połączyć. Jednym z głównych wyzwań, przed którymi stoją marki podczas kryzysu, jest zdobycie wiedzy, kiedy i jak dostosować taktyki marketingowe. Odłożenie lub anulowanie projektów, nad którymi ciężko pracowałeś, może być trudne. Ale jeśli będziesz się w mediach społecznościowych zachowywał jak zwykle (choć w dobrych intencjach), to Twoje działania mogą całkowicie umknąć uwadze. Jaki jest zatem pierwszy krok, jaki marka powinna teraz wykonać? Kontynuuj monitorowanie odbiorców i mediów jako całości, aby zrozumieć, jakie główne tematy, aktualizacje i obawy związane z kryzysem wywołują stres i niepokój w Twojej społeczności. Jak widzimy, wszystko szybko się zmienia, pilnowanie tych zmian pomoże więc upewnić się, że Twoje treści są odpowiednie.   W czasach kryzysu możesz skorzystać z narzędzi społecznościowych, aby zapewnić głębszy wgląd w dyskusje dotyczące Twojej marki czy branży.   Określ rolę, jaką może odegrać Twoja marka, a co najważniejsze, czy Twoja publiczność czegoś od Ciebie chce lub potrzebuje. Niezależnie od tego, czy zapewniasz bezpłatne zajęcia jogi dla uspokojenia lęku, poradniki na temat efektywnej pracy z domu lub porady dotyczące inwestowania w tym niestabilnym czasie – ustal, czy istnieje organiczny sposób, aby być pomocnym w tym momencie. Czego dzisiaj oczekują konsumenci? Etapy kryzysu, które zdefiniowała Agencja DDB, to: szok (marzec – kwiecień), oswajanie (kwiecień – maj), odradzanie (czerwiec – sierpień), nowy świat (od września?)… Pierwszy i drugi etap jest za nami. W momencie powstawania artykułu otrzymaliśmy informację o odmrożeniu klubów fitness czy organizacji wesel od 6 czerwca. A w kawiarniach czy restauracjach zostały zniesione ograniczenia. Teraz przede wszystkim widać chęć odreagowania i wzrost optymizmu związany z wyciszającą się pandemią. Ale także oczekiwanie na perturbacje ekonomiczne. Nie wszyscy utrzymali miejsca pracy. Część osób dostaje mniejsze wynagrodzenie lub pracuje w mniejszym wymiarze czasu. Jak odbudować biznes i odrobić straty? W latach trzydziestych w czasie Wielkiego Kryzysu w USA powstała firma produkująca lakiery do paznokci. To nie był produkt pierwszej potrzeby, ale coś co dawało nadzieję na lepsze jutro. Ta firma to Revlon. Drugi przykład sukcesu w trudnych warunkach gospodarczych płynie z firmy Procter & Gamble. Sprzedawała mydło. Wydawałoby się, że takiego produktu nie trzeba promować. A jednak, w czasie kryzysu, konsumenci niechętnie dokonują zakupów czegokolwiek. Firma postawiła na reklamy radiowe i sponsorowanie programów kierowanych do grupy docelowej. Do 1934 roku miała już kilkanaście własnych programów. Wyszła z kryzysu umocniona. Czy globalny kryzys może być okazją do wypromowania firmy? Choć pytanie sprawia wrażenie nieetycznego, takim nie jest. Dlatego, że jeśli firma wykorzysta ten trudny czas do zbudowania łańcucha wartości, od reklamy do obsługi klienta w nowych warunkach, to zdobędzie uwagę i przewagę. Stąd całkowite cięcie wydatków marketingowych dla wielu firm może w konsekwencji okazać się bardzo zgubne. W miejsce braku aktywności Twojej marki wejdzie inna firma, która nadpisze się w świadomości klienta.   Softselling to dobra strategia na dziś, by trwale zaistnieć w świadomości klientów.   Nie agresywne działania, ale delikatniejsze komunikaty połączone z nowymi wartościami i wymogami bezpieczeństwa. Finalnie mogą wpłynąć nie tylko na wizerunek, ale także na sprzedaż. W końcu kryzys nie wykasował w nas wszystkich aspiracji i marzeń. I dalej konsumenci wydają swoje pieniądze. Pytanie, czy u Ciebie. Brand experience na nowo Kiedy klient nie może doświadczyć fizycznie Twojego produktu, musisz polepszyć Jego doświadczenie w sieci. Brak fizycznego kontaktu spowodował całkiem nowe oczekiwania klientów w stosunku do prezentowanych treści. Realizując na co dzień kampanie w internecie, zauważamy kilka trendów związanych z budowaniem doświadczenia marki. Po pierwsze. Jak opisałbyś zalety swojego produktu w czasie pandemii? W wielu przypadkach trzeba zdefiniować je zupełnie na nowo. Cechy, które są teraz szczególnie cenione przez konsumentów, jeszcze niedawno były poboczne. Produkt się nie zmienił, ale zmieniły się kluczowe potrzeby klienta. Przykład: Ubranka dla dzieci szyte Polsce. Kiedyś atutem były: unikalność modelu i pewna ekskluzywność, oryginalne wzory tkanin, inne niż te kupowane w sieciówkach, wysoka jakość – są nie do zdarcia nawet przez największego urwisa. A teraz: miękki materiał i wygodny krój idealny do turlania się po dywanie, kolorowe wzory, które chociaż trochę ubarwią przymusowy pobyt dziecka w domu, możliwość zamówienia przez internet i bezdotykowego odbioru przesyłki w paczkomatach. Po drugie. Materiały wideo lepiej zaprezentują produkt Możesz wprowadzić opcję rozpakowania produktu live, a klient zaspokoi swoją potrzebę do porozglądania się. Wtedy zyskujesz efekt zaangażowania, a od tego do zakupu już bardzo blisko. Oto kilka przykładów live’ów w social media w ciągu ostatnich tygodni: tworzenie naturalnych kosmetyków w domu, lekcje rysunku, live z przygotowania posiłków, live z muzyką na żywo, czytanie sztuk teatralnych, live shopping na Facebooku, seria live’ów z ekspertami dla przedsiębiorców, sesja Q&A, czyli pogadanka z odbiorcami na interesujące ich tematy. Po trzecie. Czas na uruchomienie messenger...
aparat fotograficzny polaroid
Mała firma w sieci

7 mitów na temat Instagrama, które powodują, że nie osiągasz sukcesów

Tak jak w każdym obszarze naszego życia portale społecznościowe też mają swoje okresy rozkwitu i cykle stagnacji. Mamy również świadomość, że zawsze, gdy pojawi się coś nowego i modnego, przykuwa to naszą uwagę. Podobnie jest z Instagramem. Serwis kojarzony głównie z miejscem, gdzie możemy podzielić się dobrej jakości zdjęciami, stał się dla wielu przedsiębiorców głównym miejscem komunikowania ze swoją społecznością. Notujemy coraz więcej spektakularnych sukcesów przedsiębiorców, którzy swój sukces opierają na tym serwisie społecznościowym.   Instagram to obecnie 7 milionów Polaków, którzy przynajmniej raz w tygodniu odwiedzają profile swoich ulubionych artystów, trenerów czy celebrytów.   Czy można ignorować tak potężny rynek? Jestem przekonany, że nie, a w tym artykule chcę przekonać Cię do aktywności na łamach tego rosnącego w siłę portalu. Skoro wiesz już, że jest wiele argumentów przemawiających za Twoją obecnością na Instagramie, musisz zastanowić się, jak strategicznie odnaleźć się w tym ekosystemie. W ciągu ostatniego roku przeszkoliłem kilka tysięcy przedsiębiorców, ucząc ich, jak z sukcesem poprowadzić swoje konto na Instagramie. Szkoląc i dzieląc się swoją wiedzą, zauważyłem, że wielu przedsiębiorców popełnia mnóstwo szkolnych błędów, rozpoczynając swoją przygodę z tym serwisem. Co ciekawsze, wokół Instagrama narosło wiele mitów, które powodują, że bardzo często przedsiębiorcy błądzą, zamiast koncentrować się na budowaniu silnej społeczności. Dlatego w tym artykule chcę wręczyć Ci szczepionkę na wyssane z palca mity i teorie, które mogą blokować rozwój Twojego profilu na Instagramie. Mit 1. Instagram to głównie zdjęcia Tak, może kiedyś tak było. Instagram powstał jako innowacyjna odpowiedź na Facebooka. Po prostu analitycy zauważyli, że Facebookowe wpisy ze zdjęciem generują o wiele więcej interakcji niż sam tekst. Teraz jest to oczywiste, ale uwierz mi, że kilka lat temu było to odkrycie na miarę Nobla. Twórcy Instagrama znali te dane i stwierdzili, że mogą ulepszyć FB, tworząc serwis, który będzie opierał się głównie na zdjęciach. W taki sposób powstał Instagram, czyli raj dla fotografów i podróżników. Co ciekawsze, kilka lat temu Facebook kupił swojego konkurenta, obecnie więc Instagram i Facebook to serwisy z jednej stajni Marka Zuckerberga. Wracając do historii Instagrama. Po kilku latach młodzi ludzie wkurzeni na rodziców piszących dziwne komentarze pod ich zdjęciami na Facebooku, postanowili szukać bezpiecznego azylu, w którym nie dopadną ich mama czy ciocia, piszące pod zdjęciem: „Baw się dobrze i uważaj na tego bruneta po lewej”. Tym azylem stał się Instagram, który zaczął zdobywać coraz większą popularność. Obecnie jest po prostu serwisem społecznościowym, który wiele osób pokochało, szczególnie ze względu na możliwość dodawania relacji, czyli tzw. stories. Co przemawia za tym, że Instagram to już nie tylko zdjęcia, ale również tekst? Instagram służy obecnie do budowania społeczności. Jego siła to możliwość skupiania wokół siebie silnej, oddanej grupy ludzi, którzy są w stanie kupować od Ciebie wszystko, co pokażesz na swoim instagramowym profilu. Jeżeli nie wierzysz, sprawdź np. konto Ewy Chodakowskiej, która traktuje swoje wpisy trochę jak blog. Jeżeli rozumiesz już siłę oddanej społeczności, to musisz uświadomić sobie, że więź z Tobą jako marką osobistą budują emocje, a nie da się wywołać emocji i zbudować silnej więzi wyłącznie zdjęciem. Dlatego polecam Ci dodawać pod każdym postem minimalnie 5 wierszy tekstu, odwołując się do emocji odbiorców. Nie pisz po prostu: „Nowa kolekcja w naszym butiku”. Lepiej będzie, gdy napiszesz: „Kocham te dni, gdy otwieram przesyłkę od kuriera, a moim oczom ukazują się piękne sukienki. Mam ciepło na sercu, gdy uświadamiam sobie, że będziecie już niedługo cieszyć się ze mną ze swoich nowych kreacji. Kocham to, co robię, i uwielbiam dzielić się to miłością z Wami. Odwiedź mnie dziś w moim butiku i wybierz coś dla siebie. Już nie mogę się doczekać na nasze spotkanie”. Porównaj te dwa teksty. Który powoduje, że chcesz odwiedzić lokalny butik? Mit 2. Ważna jest liczba followersów Jeden z polskich blogerów wygenerował w 2019 roku 9 milionów sprzedaży ze swojego kursu. Na jego Instagramie były wtedy 3000 followersów. Inny przypadek, pewna influencerka z Wielkiej Brytanii, posiadająca kilka milionów obserwujących, postanowiła wyprodukować i sprzedać koszulki ze swoją podobizną. Niestety, musiała wycofać się z projektu, bo nie była w stanie opłacić produkcji. Nie sprzedało się nawet 50 sztuk. Jak widzisz, tak naprawdę nie chodzi o liczbę followersów, a bardziej o ich „jakość”, jakkolwiek by to nie brzmiało. Jest różnica, czy Twój profil obserwują dobrze zarabiający programiści czy uczniowie szkoły podstawowej. Domyślasz się, że potencjał zakupowy tych przykładowych grup jest różny. Jest jeszcze jeden aspekt, mało kto bierze pod uwagę kwestię osób, które odwiedzają Twój profil, ale nie są Twoimi followersami. Pomyśl, jeżeli prowadzisz profil jako psycholog zajmujący się uzależnieniami, to czy każdy będzie się chciał pochwalić, że Cię obserwuje? Instagram jest miejscem do chwalenia się sukcesami, internauci nie będą więc raczej chcieli wciskać przycisku Follow pod takim profilem. Na szczęście przy pomocy menadżera reklam na Facebooku możesz ustawić grupę odbiorców reklamy, którą będą stanowiły wszystkie osoby odwiedzające Twój profil a nie tylko obserwatorzy. W moim przypadku 40% odwiedzających mój profil na Instagramie to osoby, które mnie nie obserwują. Kolejny argument przemawiający za tym, że liczba nie ma znaczenia, to zjawisko benchmarków, czyli porównywanie się do innych profili w branży. Oto przykład, czy uważasz, że profil salonu kosmetycznego w mieście poniżej 50 000 mieszkańców potrzebuje 100 000 followersów? Nawet jeżeli właściciel kupi sobie followersów, to z daleka będzie wyglądało to podejrzanie. Zawsze liczy się cel biznesowy. Nie zadawaj sobie pytania, czy masz właściwą liczbę followersów, lepiej zadaj sobie pytanie, czy Instagram pozwala Ci zwiększać przychody firmy? Lajkami i serduszkami nie zapłacisz podatków, ani pensji pracownikom. Mit 3. Nie mam dobrej jakości zdjęć, nie pcham się więc na Instagram Część przedsiębiorców blokuje to, że nie mają wystarczająco dobrych zdjęć, żeby prowadzić Instagram. Prawda jest taka, że jedną ze strategii obecności na Instagramie jest zbudowanie marki osobistej lub wypromowanie twarzy Twojej firmy. Jeżeli wykorzystasz Instagram do pokazania siebie jako ciekawej osoby, nie potrzebujesz zdjęć super jakości. Dodatkowo, do promocji na Instagramie w sposób nieperfekcyjny służy Instagram Stories, czyli tak popularne relacje. Ten element Instagrama daje szansę na opowiedzenie historii naszego dnia oraz tworzenia mikrovlogów, bez godzin spędzonych u kosmetyczki. Mit 4. Dzięki popularnym hashtagom będę miał dużo wejść i followersów Problem z hashtagami jest taki, że...
sieć kontaktów
Mała firma w sieci

LinkedIn dla firm. 10 rzeczy, o których musisz wiedzieć

Czy wiesz, że LinkedIn to bardzo skuteczne narzędzie w pozyskiwaniu klientów, partnerów biznesowych, pracowników i rozwoju swojej firmy? W tym artykule opowiadam, dlaczego LinkedIn może być świetną opcją również dla Twojego biznesu. Dowiesz się z niego, na co warto zwrócić uwagę, planując swoje działania na LinkedInie. Dzięki niemu będziesz również wiedzieć, jak uniknąć typowych błędów, jakie popełniają przedsiębiorcy, prowadząc swoje działania na tej platformie.   1. LinkedIn to największa na świecie sieć biznesowa! Z początkiem roku liczba kont na tej platformie przekroczyła 675 milionów w ponad 200 krajach. Czyni to LinkedIn największą networkingową platformą społecznościową na świecie. W Stanach Zjednoczonych (167 milionów kont) i krajach Europy Zachodniej (np. Wielka Brytania – 28 milionów, Francja – 19 milionów, Niemcy – 10 milionów) to podstawowa platforma służąca do budowania biznesów. U nas w Polsce to już ponad 3,8 miliona kont i każdego dnia liczba ta dynamicznie przyrasta.   Źródło: https://news.linkedin.com/about-us#statistics   Jeśli chcesz budować markę przedsiębiorcy, firmę, pozyskiwać klientów, partnerów biznesowych, rekrutować pracowników i przyciągać talenty na świecie czy w Polsce, to miejsce jest stworzone dla Ciebie. Dzięki tej platformie możesz dotrzeć do wpływowych biznesowo osób z całego świata.   Misja LinkedIna jest prosta: „Skontaktować specjalistów na świecie, aby umożliwić im wzrost efektywności i osiągnięcie sukcesu”.   Sztuka korzystania z LinkedIna polega na tym, aby dzięki profilom dać się odnaleźć innym i aktywnie nawiązywać autentyczne i owocne relacje z użytkownikami. Już samo stworzenie i aktualizowanie profilu osobowego i firmowego może budować zaufanie, przyciągać osoby, które będą chciały z nami współpracować i pomagały budować markę. Jeśli chcesz wyciągnąć jeszcze więcej z LinkedIna, to warto aktywnie nawiązywać nowe kontakty, budować z nimi prawdziwe relacje i publikować dla nich wartościowe treści. 2. Na LinkedInie są prawie wszystkie branże Czy LinkedIn kojarzy Ci się z rekrutacją? To tylko wycinek możliwości i tego, kto jest na LinkedIn i co się na nim dzieje. Na LinkedIn można znaleźć prawie wszystkie branże. Od tych największych, jak oprogramowanie i usługi IT, produkcja (głównie przemysłowa) i usługi korporacyjne (w tym HR), poprzez finanse i bankowość, artykuły konsumenckie, media i komunikację (w tym marketing i reklama), budownictwo, po rolnictwo i organizacje odpowiadające za bezpieczeństwo publiczne. Na załączonym wykresie widać liczbę osób na LinkedInie pracujących w poszczególnych branżach.   Źródło: Raport „LinkedIn w Polsce w 2020 roku”, https://adriangamon.com/Raport/   3. Co piąta osoba na LinkedInie to osoba decyzyjna Na LinkedInie dominują osoby posiadające wieloletnie doświadczenie zawodowe. Nie brakuje pośród nich osób mających decydujący wpływ na biznes: dyrektorów, prezesów, wiceprezesów, członków zarządów, partnerów zarządzających i właścicieli. Blisko aż 22% użytkowników to osoby decyzyjne (wyniki oparto na próbie 2 177 500 użytkowników LinkedIna w Polsce).   Źródło: Raport „LinkedIn w Polsce w 2020 roku”, https://adriangamon.com/Raport/   4. LinkedIn to nie Facebook Pomimo wielu podobieństw jest bardzo wiele istotnych różnic między LinkedInem a Facebookiem, które mogą doprowadzić do błędnych i kosztownych decyzji marketingowych. Po pierwsze, tu główną rolę, również w marketingu i sprzedaży, odgrywają profile osobowe. Strony firmowe nie dają zwykle tak spektakularnych efektów organicznych. A już na pewno nie jak kilka lat temu strony na Facebooku. Moc budowania zaangażowania mają przede wszystkim profile, a idealnie jak połączy się działania profili pracowników/właściciela z komunikacją za pomocą strony firmowej i ewentualnego wsparcia budżetem reklamowym. Po drugie, jest to miejsce, gdzie pokazujemy swoją profesjonalną osobowość – a to zasadniczo zmienia wiele rzeczy. Facebook to przede wszystkim platforma lifestylowa, gdzie toczy się też życie prywatne. Na LinkedInie budujemy i pokazujemy przede wszystkim swój profesjonalny wizerunek i w dobrym tonie, a nawet wskazane jest przeglądać profile i aktywności innych użytkowników. Po trzecie, algorytm decydujący, czy nasz post zobaczą inni użytkownicy, działa inaczej, jest bardziej przewidywalny niż sztuczna inteligencja na Facebooku i często daje większe efekty w postaci dotarcia do wpływowych osób. Różnic oczywiście jest więcej, to tylko kilka wybranych przykładów. 5. Dobry profil na LinkedInie to podstawa Dobry profil to Twoja wizytówka w świecie profesjonalistów i podstawa budowania zaufania online. Aby był skuteczny, powinien opowiadać o Tobie historię w sposób interesujący dla osób, z którymi chcesz budować relacje. Dlatego spraw, by był uzupełniony w pełni (zdjęcie, nagłówek, informacje, doświadczenia, wykształcenie, umiejętności, rekomendacje…) oraz spójny z Tobą. Przede wszystkim niech mówi o tym, komu i w czym możesz pomóc.     6. Płatna reklama na LinkedInie Możliwości cały czas rozwijanego panelu reklamowego na LinkedInie są bardzo atrakcyjne. Na pewno warto zwrócić uwagę na format reklamowy InMail, który potrafi być bardzo skuteczny. A przede wszystkim możliwości targetowania po nazwach firm, branżach czy stanowiskach osób w firmach. Pomimo wielu podobieństw do menedżera reklam na Facebooku do prowadzenia kampanii reklamowych na LinkedIn polecam podejść zdecydowanie ostrożniej. Na LinkedIn reklama jest kilkukrotnie droższa i znacznie łatwiej przepalić pieniądze. Wiąże się to z tym, że na LinkedInie jest świat biznesu, w którym ścieżka decyzyjna zwykle wygląda inaczej w porównaniu z Facebookiem. Tu konieczne jest zastosowanie lejka sprzedażowego. Dlatego zalecam najpierw zacząć od działań jako osoba, potem strona firmowa, a kiedy Twoja firma będzie rozpoznawalna – wesprzeć działaniami płatnymi. 7. LinkedIn to świetne źródło wiedzy o rynku i konkurencji Na LinkedInie także możemy podejrzeć konkurencję. Można zobaczyć, jak ona sobie radzi, jak działa, co robi, z kim współpracuje, kogo ma w kontaktach. Możemy się także inspirować pewnymi osobami. Obserwowanie firm pozwala również na reagowanie wówczas, gdy np. firmy te otwierają nowe biura, szukają pracowników. A gdy takowa firma szuka pracowników, mamy możliwość odezwać się i zaoferować coś od siebie. Poprzez obserwowanie firm można również zobaczyć, które się rozrastają, a które wręcz przeciwnie – maleją. Jest naprawdę sporo możliwości. Na LinkedInie nie tylko możemy obserwować wybrane osoby i firmy czy konkurencję, co niewątpliwie też może być źródłem wiedzy, ale również czytać i publikować własne posty i artykuły. Tu najlepiej sprawdzają się treści merytoryczne (np. studium przypadku wdrożenia w firmie x) niż rozrywkowe, choć tych ostatnich też niestety ostatnio coraz więcej. 8. LinkedIn to świetne miejsce na pozyskanie pracowników Tak, jest to też platforma rekrutacyjna. Opcji znalezienia pracy czy też pracownika jest wiele. Można to zrobić poprzez wykupienie ogłoszeń na LinkedInie, publikację postów z ofertami pracy czy też wyszukiwanie i bezpośrednie kontaktowanie się z interesującymi potencjalnymi pracownikami. Co na...
Mała firma w sieci

Prospekting we współczesnej rzeczywistości

Nie jest tajemnicą, że handlowcy za najtrudniejszą część sprzedaży uznają pozyskiwanie klientów. Po współpracy z wieloma działami handlowymi mogę śmiało stwierdzić, że 80% handlowców nie lubi pozyskiwać klientów, a reszta się do tego nie przyznaje.   Przez wiele lat byłam praktykiem i pracowałam w działach New Business oraz Business Development. Na początku mojej pracy sama mierzyłam się z frustracją wynikającą z odrzucaniem mojej oferty i propozycji spotkań. Bezskutecznie przedzwaniałam kupioną bazę danych, odbijając się od sekretarek i potykając o nieaktualne rekordy, dopóki nie zamieniłam standardowego zimnego telefonu, czyli cold calla na cold maila, w przypadku którego pierwszy kontakt odbywa się poprzez wiadomość tekstową. Ta metoda pozyskiwania klientów daje 70% skuteczności. A oprócz wysokiej skuteczności jest też mniej czasochłonna i mniej stresująca. Dlatego jeśli Wy lub Wasz dział handlowy spotykacie się z oporem lub lękiem przed pozyskiwaniem klientów, polecam zamienić telefon na e-mail. Co daje te 70%? Samodzielne generowanie leadów (a nie kupowanie bazy danych) „Odrobienie lekcji”, czyli znalezienie punktów styku z klientem Odpowiednie napisanie cold maila Przyjrzyjmy się poszczególnym elementom. Samodzielne generowanie leadów Kupowanie baz danych jest passe. Bardzo często informacje w nich zawartesą nieaktualne, ze względu na częstą rotację pracowników. Udostępnione w niej numery telefonów i adresy e-mail są ogólne i dostarczają nam frustracji w zderzeniu z sekretarką. A jeśli już udaje się od razu skontaktować z osobą decyzyjną, to prawdopodobnie ona właśnie wybiera się na lunch, spotkanie albo do toalety i prosi by oddzwonić. Później jednak nie odbiera… brzmi znajomo, prawda? Jak więc samodzielnie generować leady, tak by trafić od razu do osoby decyzyjnej? Służą do tego 3 narzędzia: LinkedIn, Lusha, Email Hunter. LinkedIna nikomu raczej nie trzeba przedstawiać. Narzędzie początkowo stworzone, aby aktywnie poszukiwać pracy, obecnie można świetnie wykorzystać do sprzedaży poprzez budowanie marki osobistej, social selling oraz szukanie prospektów, czyli odpowiednich ludzi na odpowiednich stanowiskach. LinkedIn jest świetnym narzędziem również do szukania punktów styku z potencjalnym klientem. Lusha to uzupełnienie LinkedIna. Bardzo mało osób wie, że po zainstalowaniu tej aplikacji, która pojawia się w prawym górnym rogu LinkedIna, można mieć dostęp do e-maila i numeru telefonu potencjalnego klienta. W wersji darmowej Lusha daje możliwość 5 wyszukiwań miesięcznie. W rozszerzonej wersji – 1440 wyszukiwań rocznie z możliwością rozdzielnia na dwóch użytkowników. Niestety, nie jest to tanie narzędzie, trzeba zapłacić za nie 75 dolarów miesięcznie. Email Hunter to aplikacja, która przeszukuje internet pod kątem adresu e-mail naszego prospekta. Wchodząc na stronę hunter.io, możemy wpisać domenę firmy, w której pracuje przyszły klient, następnie jego imię i nazwisko wcześniej znalezione na LinkedInie – w ten sposób uzyskamy najbardziej prawdopodobny adres e-mail klienta. W wersji darmowej mamy tu aż sto wyszukiwań miesięcznie. Znajdź punkty styku z klientem Kolejnym krokiem, który gwarantuje 70% skuteczności w umawianiu spotkań, jest szukanie punktów stycznych z prospektem. Gdzie ich szukamy? Wszędzie! Co może być punktem styku? Wszystko! Ważna jest kreatywność i wychodzenie poza schematy. Głównym źródłem informacji o kliencie jest oczywiście internet – w tym portale społecznościowe na czele z LinkedInem. Punktem styku znalezionym w tych miejscach mogą być posty udostępniane przez klienta, to co poleca i publikuje. Wspólni znajomi, udział w tej samej konferencji, wspólne fora tematyczne. Co jeszcze? Wszystko to, co w jakiś sposób łączy Twój produkt i usługę z tym, co obecnie dzieje się na świecie, albo ze zmianami w prawie, albo przeczytanym artykułem czy kolejnym opublikowanym raportem. Jak to działa? Podam przykład z życia. Jakiś czas temu firmy farmaceutyczne były bardzo dobrym klientem branży promocyjnej. Następnie, gdy weszły uregulowania o możliwości obdarowywana lekarzy upominkami tylko do 100 zł brutto wiele agencji zwątpiło w potencjał zakupowy tego klienta. Ja natomiast jako młody handlowiec wykorzystałam tę informację, by wreszcie wbić się z ofertą na rynek firm farmaceutycznych. Wychodząc z pozycji eksperta i autorytetu, pisałam do nich e-maila zapraszającego na spotkanie dotyczące zmian w prawie obdarowywania lekarzy prezentami oraz konkretnych i dedykowanych rozwiązań, jakich mogłyby użyć te firmy, obdarowując lekarzy. Punktem styku były zmiany w prawie, a rozwiązania, jakie dawałam w ich zakresie klientowi, były okazją do przemycenia mojej oferty z poziomu autorytetu. Tak samo można postąpić w przypadku innych potencjalnych klientów, np. firm z sektora FMCG. Weźmy za przykład marki skierowane do dzieci. Zamiast pisać, że masz do zaoferowania gadżety dla dzieci, możesz napisać, że organizujesz spotkania, na których dzielisz się wiadomościami z raportu na temat decyzji zakupowych dzieci lub z parents&kids marketingu. W kolejnych krokach, już na spotkaniu, masz okazję „przemycenia” spersonalizowanej oferty dotyczącej gadżetów dla dzieci lub kampanii lojalnościowych skierowanych do najmłodszych. Zimny e-mail zamiast zimnego telefonu Kolejnym krokiem po znalezieniu punktów styku jest odpowiednie napisanie cold maila, czyli pierwszej wiadomości tekstowej, dzięki której omijasz sekretarkę, nie wisisz na telefonie i nie zabierasz komuś cennego czasu. Taki e-mail powinien się składać z 7 elementów i dobrze obrazuje go model W.A.R.T.O.S.C. Wydarzenie – w oparciu o punkty styku z klientem tworzysz wydarzenie, podczas którego chciałbyś przekazać klientowi istotne informacje, które mogą go zainteresować, zainspirować lub ułatwić mu pracę. Autorytet – proponując spotkanie, które nie ogranicza się do omówienia Twojej oferty, ale porusza ważne tematy, np. zmieniającą się rzeczywistość biznesową wokół firmy Twojego klienta, wychodzisz z pozycji autorytetu i eksperta. Warto, aby w Twojej stopce lub w treści e-maila znalazł się np. link do profilu na LinkedInie (jeśli jest dobrze uzupełniony) lub zaproszenie do artykułu, który być może pisałeś na ten temat. Rozwiązania – po pierwsze nigdy nie proponuj zapoznania się z ogólną ofertą czy profilem firmy. Klient nie będzie miał na to czasu. Pamiętaj, by zawsze wcześniej zrobić rozeznanie, czym firma się zajmuje i jakich rozwiązań potrzebuje. Koniecznie stwórz dla niego wąską ofertę dedykowanych rozwiązań związanych z tematem Waszego spotkania. Temat – bardzo ważny jest temat e-maila. Dawniej w tytule e-maila wpisywało się najczęściej: „Zaproszenie do współpracy” lub „Oferta firmy XYZ”. W przypadku zimnego e-maila nie możesz sobie na to pozwolić, ponieważ istnieje duże prawdopodobieństwo, że trafisz do spamu lub adresat sam wrzuci wiadomość do kosza. Z doświadczenia wiem, że najlepszym tytułem e-maila, który gwarantuje skuteczność jego otworzenia i przeczytania, jest: „Spotkanie – imię i nazwisko”. Taki tytuł będzie zgodny z treścią wiadomości, gdyż zaoferujesz niezobowiązujące spotkanie, na którym podzielisz się najważniejszymi informacjami...
1 2 3 5
Strona 1 z 5